Moja historia - Mama

Zaczęty przez Megi09, 26 Lipiec 2014, 17:38:38

Poprzedni wątek - Następny wątek

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Megi09

Witajcie,
mimo iż zarejestrowalam sie dopiero dzisiaj czytam forum od prawie roku - czyli od diagnozy mojej mamy...Dlugo zastanawilam sie czy cos napisać ale w końcu sie odważyłam. Wszystko to co teraz piszę miałam napisać pol roku temu, nie spodziewałam sie jednak tego co sie wydarzy w miedzy czasie...

Historia mojej mamy przypomina wiele innych. Moja mama ma obecnie 58 lat.
Wszystko zaczeło sie dokładnie 3 lata temu latem 2011 roku. W czerwcu. Podczas jednej  z odwiedzin u mamy zauważyłam, że ona dziwnie chodzi, lekko kuleje na prawa nogę. W ciągu nastepnych kilku tygodni zauważyłam, że ciągnie prawa stopą, jakby nie mogla jej podnieść. Z kazdym dniem bylo coraz gorzej. Zaczely sie problemy z wchodzeniem po schodach, znaczaco osłabła równiez w rękach. Mama poczatkowo to lekceważyła. Tłumaczyla to upadkiem, przemeczeniem, stresem. Nie chciała specjalnie mówic o tym. Opadajaca stopa ją krepowała. Od pojawienia sie pierwszych objawów nie mineły 2 miesiące jak mama zaczela upadać na prostej drodze. Tak po prostu. Byłam coraz bardziej zaniepokojona, ale byłam pewna ze to chwilowe, że minie. Że jakies ćwiczenia, leki, że lekarze pomogą. Że wszystko bedzie okej. Niestety z każdym tygodniem było coraz gorzej. W listopadzie czyli raptem kilka miesięcy od pierwszych objawów mama ledwo już chodziła. Zaczela sie lawina badań lekarskich, wizyt u neurologów, neurochirurgów, dwukrotna punkcja, 2 razy badanie na borelioze, tomografia, rezonansy, mnostwo nerwow i dziesiątki godzin spędzonych w samochodznie wożąc mamę po lekarzach, szpitalach. Nie zabrakło wizyt  naciagaczy (bioenergoterapeutów) twierdzacych że mame uleczą. No cóż na chorobie w końcu najlepiej sie zarabia...Wydaliśmy niemalą fortune na to wszystko, ale pieniadze nie mialy znaczenia.  Wciaż bez rezultatów, bez diagnozy. Mama wpadla w depresje, plakała, nie wiedziala co sie z nia dzieje. Przeciez nigdy nie paliła, nie piła... Czas leciał a choroba postepowala jak szalona. Zjechalismy pół Polski i nic. Żaden lekarz nie postawił diagnozy. To byl jakis koszmar. W ciagu niespełna roku od pierwszych objawów mama przestała całkowicie chodzić, załatwiliśmy wózek - korzystała z niego max. 3 miesiące. Potem juz tylko lezała. I tak wysiadały kolejne partie jej ciała.
Pamietam dokładnie dni w ktorych mama ostatni raz jadla samodzielnie, ostatni raz prowadziła samochód, ostatni raz poszla do pracy, ostatni raz sie czesała, ostatni raz ugotowala obiad, ostatni raz napisała smsa, ostani raz sama wyszła z domu, ostani raz robila przetwory, które tak bardzo lubiła robić, ostani raz odebrala telefon, ostatni raz użyla laptopa, ostani raz pogłaskała kota, ostatni raz poruszyła dłonią....Ostatni raz.....
Prawdą jest to że choruje cała rodzina. Ja w trakcie choroby mamy płakalam całe dnie i noce. Nie potrafiłam sie pogodzic z tym co sie dzieje. Załamalam się totalnie. Bylam calkowicie bezsilna, ale jednocześnie wiedzialam że musze się jakoś trzymać aby pomagac mamie. Wiedzialm, że tylko silna bede w stanie ją wspierać.
W sierpniu tamtego roku w końcu padła diagnoza - sla - świat mi runał. Nie jestem w stanie opisac tego co czułam. Ja nie nie płakałam, ja krzyczałam z bolu, żalu, smutku wiedząc co mamusie czeka. Ona jest taka dobra. Nie zasluguje na to. Zawsze uśmiechnieta, pomocna, kochana, obcym ludziom pomagała... Serce mi pękało z bólu... Póżniej wszystko potoczyło sie blyskawicznie. W grudniu tamtego roku mamusia zaczeła sie dusić, trafiliśmy do szpitala, zrobiono operacje, mama od stycznia jest podłączona do respiratora. Jest objeta wentylacją domową, odzywianie za pomoca pega.
I wydarzyło sie coś, czego nikt sie nie spodziewał.
Na poczatku tego roku dowiedziałm sie całkowicie przypadkowo, że mam raka....
Szok, niedowierzanie. Pamietam, jak lekarz przyszedł mi powiedzieć o tym po operacji, myślałam, że umrę. Mówił, że to nie powinno było sie wydarzyć w moim wieku. Pomyslałam Boże czemu tyle, najpierw mama teraz ja. Przeszłam operacje, cięzką chemioterapie, która strasznie znioslam. Bardzo wymiotowałam, prawie mdlałam z wycieczenia.
Postanowiłam  mamie nie mowic nic o mojej chorobie. Udaje przed nią od poczatku. Stwierdzilam, że ta informacja ją zabiję. Stwierdziłam, że tak bedzie dla niej lepiej, chociaz do dzisiaj nie wiem czy to była dobra decyzja. Cięzko przed najukochańsza osobą ukrywać taka straszna chorobę...

Niedawno zakończyłam chemie, powoli dochodze do siebie, buduje swoje życie na nowo. Powoli, lecz niesmialo planuje swoja przyszłość. Czasem tylko zastanawiam się co jeszcze mnie czeka. Co przyniesie los. Mimo wszystko staram sie dostrzec iskierke nadziei na lepsze jutro.
Spędzam dużo czasu z mamunią, dbam o nia, pielegnuję. A Mama jest i mam nadzieje, że bedzie jak najdłuzej. I uśmiecha sie, co jest niesamowite. Pilnuje czy wszystko jest w porzadku, czy rurki od respiratora sa dobrze dociśniete, czy jedzenie do pega jest podane na czas itp. Tak bardzo chce żyć. Tak walczy.

Nie sadzilam, że bedzie tak długo, ale chciałam sie wygadać. Potrzebowałam tego.
Chciałam również serdecznie podziekowac za tę strone. Dzieki że jesteście. Dziekuje za to stowarzyszenie. Paweł szacun za to co robisz ! Pozdrawiam wszystkich chorych i opiekunów. Jestescie wielcy!  :)

JAMI

Megi JESTEŚ NIESAMOWITA.Ale się uryczałam.Strasznie mi przykro.Nawet nie wiem co napisac.

Cieszę się,ze mamunia się uśmiecha i,ze walczy,bo to ważne.Ty dziewczyno jestes WONDER WOMAN.Dbaj tez o siebie.

Pozdrawiam Was kobietki.

Jagoda

magda5

Witaj!!!!!!!!!!!!
Pomogło wygadałas się rób to często gadaj, pisz co tylko zechcesz jezeli to pomoże.

My wszyscy na tym forum mamy też chwile słabosci i musimy z kims pogadac wyżalic się

Nie masz pojęcia jak Cie rozumiem, ja nieraz nie wiem czy płakac mam czy krzyczec z bólu

z bezsilnosci bo nie wiem jak pomóc mężowi mojemu który cierpi tak bardzo ...../

Kochanie trzymaj się jestem z Tobą .

anna141278

Brak mi słów. Naprawdę.  Megi jesteś baaaardzo dzielną kobitki.  Trzymaj się. Pozdrowionka dla Ciebie i Twojej Mamusi


Ania T

teresa

Bardzo Wam współczuję. Jak to mawiają "nieszczęścia chodzą parami" i u Was się to sprawdziło. Jesteś dzielną i silną kobietą. Trzymam kciuki za Mamę i za Ciebie bo przecież jesteście sobie bardzo potrzebne :)

wiesia_m

'Podobno los zsyła nam takie problemy, z którymi możemy sobie poradzić,
więc nie ma innej możliwości, na pewno dasz radę'.
Życzę Ci dużo sił i pozdrowionka dla mamusi.

Ogaruus

Nie zgadzam się wiesia_m, niestety dużo osób popada w depresje, nie chce żyć.
Megi życzę Ci spełnienia marzeń i oby Twoje i mamy choroba nie zabrała wam pogody ducha i chęci do walki o życie.
Od 19.12.2015 respirator nieinwazyjny
Lepsze jutro było wczoraj!

alina7

Witaj serdecznie

Na pewno, nie jedną osobę z nas  spotkał   ból psychiczny .załamanie  i.t.d. mnie też  los nie za oszczędźił   śmierć męża a potem choroba syna rozumie Twój ból ale musimy walczyć  i Tobie tego życzę  bądź silna.

artemis

Kochana Megi09!

Nie wiem dlaczego czy to Bóg, czy to los doświadcza nas w tak okrutny sposób.Pewnie nigdy w ludzkim życiu tego nie rozstrzygniemy, ale z SZACUNKU dla takich walczących jak Ty, jak Paweł Bała walczący jeszcze o innych, dla wszystkich zamkniętych w niesprawnych ciałach, dla ich bliskich, mój syn ze swoją dziewczyną zorganizował wraz ze Stowarzyszeniem piknik na jego rzecz. Tyle możemy i aż tyle w naszych sytuacjach. Jestem z nich i ich przyjaciół bardzo dumna.  Trzymaj się napiszę jeszcze indywidualnie do Ciebie.

Megi09

Dziekuje Wam wszystki za słowa wsparcia, dziekuje że jesteście. Naprawde bardzo mi pomagają. Dajecie mi siłe i motywacje do walki. Jestescie wspaniali :)

Kasia87

Kochana czytam twoj wpis już chyba setny raz i ten setny raz lecą mi łzy jak groch ..  Tylko powiem że jesteś wspaniałym aniołem dla Twojej mamy ..życzę ci sił wiary i by nie tracić tej nadziejii  bo ona cały czas jest.. Pozdrawiam cię serdecZnie..

ANNAcórkaDANUTY

Kochana Megi09
Jesteś wspaniała i tak dalej, nie daj się. Wielu z nas zabrakło sił ;-( moja mamunia już w niebie, a ja nie umiem bez niej żyć, błąkam się. Podobnie jak Ciebie i mnie coś atakuje, ale nie wiem na co, wyniki złe, podejrzewają jakąś chorobę neurologiczną, ale nikt poki co, nie wie co mi jest. Trudno tak żyć z "bombą" w organiźmie.
Dziękuje Ci za to co napisałaś. Życie stało sie trudne, SLA niszczy chorych i zdrowych :-(

Trzymaj się i nie dawaj, bądz taka dalej. Życzę Bożej siły i opieki.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
mamuniu, coraz bardziej boli i tęskno  :(

jankar

Megi.
Dobrze, że do nas trafiłaś.
Pisz, dziel się swoimi myślami.
My wszyscy w mniejszym lub większym stopniu przeżywamy to samo.
Ciebie dodatkowo dotknęła własna choroba ...
Zyczę Ci dużo siły i wytrwałości w jej pokonaniu.
Przytulam Cię ......

lucky200!

#13
Droga Me
Najprosciej byloby powiedziec - brak slow, ale nie o to w tym wszystkim chodzi! Zostalyscie wystawione przez los albo przeznaczenia na bardzo trudna probe.
W tym wszystkim co opisalas, znalazlo sie cos , co zwrocilo moja uwage.
W tej chorobie trudno o usmiech i jak piszesz Twoja MAMA sie usmiecha. Nie ma nic piekniejszego, kiedy przez ten usmiech wyrazone jest wszystko, ten usmiech ma calkiem inna wartosc!! Cos bardzo szczegolnego! Twoja MAMA wykazuje wole ZYCIA! To wielki dar, Twoja MAMA tego chce i ma do tego wszelkie prawo!
Megi! Jestem z branzy optymistow z wielka wola zycia. ZYCIE to wielki dar od Boga i nawet w takiej sytuacji jak Twojej MAMY czy Wasza, zycie ma swoj sens!
Uwierz mi, wczesniej czy pozniej szacunek do ZYCIA bedzie Wam wynagrodzony a ja juz tego doswiadczylem. O tym w moim nastepnym wpisie na mojej dzialce.
Usmiecham sie do Was najpiekniej jak potrafie i prosze uscisnij ode mnie Swoja  MAME. Niech wie, ze nie jest sama w wyborze, ktory jest jak najbardziej sluszny.
Trzymajcie sie dzielnie.
Piotr.

Martyna

Droga Megi, jesteś wspaniałą osobą i niezwykle silną i szlachetną. Pamiętaj, że w życiu wszystko może się odmienić, czego Ci życzę! oby zmieniało się na lepsze i wynagrodziło Ci cierpienia.

Trzymaj się!