SLA-moja kłoda pod nogi

Zaczęty przez Mierzu, 12 Listopad 2020, 15:23:51

Poprzedni wątek - Następny wątek

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Babcia

Mierzu gdy czytam twoją historię to tak jakbym czytała swoją.Ja taką diagnozę usłyszałam 13 lat temu.Mialam takie same objawy i diagnoza.Pozdrawiam

Mierzu

Cytat: Babcia w 20 Listopad 2020, 20:20:43Mierzu gdy czytam twoją historię to tak jakbym czytała swoją.Ja taką diagnozę usłyszałam 13 lat temu.Mialam takie same objawy i diagnoza.Pozdrawiam
Ja również Ciebie pozdrawiam i dziękuję za czytanie zapisu mojej życiowej komedii.

Mierzu

22 Listopad 2020, 17:56:44 #22 Ostatnia edycja: 24 Listopad 2020, 21:18:21 by Mierzu
Inna czynność, jak mycie zębów również może choremu na SLA przynieść wiele ,,frajdy" i oszczędności? No bo po co kupować szczoteczkę elektryczną czy soniczną, jak zwykła szczoteczka po uniesieniu jej do jamy gębowej po 30 sekundach trzymania jej w niesprawnej ręce lata po zębach, telepiąc się wraz ze słabą ręką, która akurat teraz zaczyna się trząść. Dzięki temu naturalnemu rozwiązaniu nie musisz wydawać 200-300 złotych na szczoteczkę elektroniczną, bo Twoje słabe mięśnie rąk zamieniają zwykłą szczoteczkę w soniczną, drgając jak natchnione w takt muzyki Bayer Full, no może nie koniecznie disco polo. Jak ktoś ma problemy z piciem alkoholu to też jest pewnego rodzaju rozwiązanie: nalewasz trunku do ciężkiego kubka, podnosisz rękę i zaczyna ona drgać, wylewając zawartość kubka na wszystkie strony. Albo żona prosi mnie o ubicie piany z białek, a jak cyk: załączam niesprawną rękę, zaczyna się telepać jak ubijaczka w markowym robocie kuchennym. Same zalety tej choroby, żadnych minusów!
Porzuciłem również jazdę samochodem. Nie pamiętam w sumie kiedy to nastąpiło. Nie zawracałem sobie tym zbytnio głowy. Po prostu któregoś dnia, czując że nie jestem w stanie wbić piątego biegu ani wstecznego. Mógłbym co prawda jeździć na drugim biegu, ale to by było nieekonomiczne, no i jechać tylko do przodu, bo wstecznego nie wrzucę. No i w przypadku kontroli Policji, gdyby kazali mi wysiąść z samochodu i zobaczyli ten mój spięty świński trucht, to gotowi są zamknąć mnie na wytrzeźwiałce, bez badania alkomatem. Mógłbym co  prawda spróbować ucieczki na pieszo, ale ucieczka przed zdrowym nawet ciapowatym policjantem skazana byłaby na porażkę. To mniej więcej jakbym walcem drogowym chciał uciekać przed BMW, co ja piszę BMW...przed rowerem miejskim.
Czytanie opasłego tomu powieści Tolkiena, tudzież wertowanie tomu Encyklopedii PWN, również nie wchodzi w rachubę. Zawarty w powieści tekst lub też encyklopedii może okazać się za ciężki gatunkowo, dosłownie i w przenośni.
Idźmy dalej: założenie czapki na głowę, jak się uda ją wsunąć tą w miarę sprawną ręką, to oczywiście może być niesymetrycznie założona albo tyłem do przodu. W sumie, co z tego, że założona tyłem do przodu?Przejdę tam i z powrotem w asyście innej osoby z 200 metrów, a potem i tak będę wracał.
Szkła kontaktowe? Raczej niewykonalne, no chyba, że chcemy stracić oko, wówczas można wrócić do zakładania czapki, w ten sposób, aby zasłonić uszkodzone oko i poczuć się wtedy jak na Karaibach pirat.
Szalik? Jak zarzucisz na szyję do połowa sukcesu.
Kurtka? Wyłącznie śliska i lekka i to też z pomocą innej osoby.
Spodnie? Koniecznie luźne, najlepiej dzwony ( moda powraca niekoniecznie ze względów stylowych, ale i zdrowotnych).
Buty? Najlepiej na rzepy i najlepiej...żeby kto inny Tobie założył.
Koszulka? Tylko w chwili relaksu, gdy ciało spięte, może się okazać, że co prawda włożysz łeb do niej,ale nie będziesz miał siły dalej nic zrobić. Zarzucona na łeb koloru białego?Pół biedy! Zawsze można dzieci straszyć, a dorosłym opowiadać historie o swojej fascynacji Ku Klux Klanem.
Rehabilitacja a'la NFZ? Proszę bardzo, za każdym razem podpisz się fyzykoterapeucie na liście. Nie szkodzi, że podpisujesz się iksem albo że Twój podpis wygląda jak zapis EKG. Podpis musi być. Kurierzy nie wymagają już podpisu przy odbiorze paczki, ale nie w realiach NFZ i innych budżetowych wynalazkach, trzeba złożyć podpis.

C.D.N

Bany

23 Listopad 2020, 10:41:20 #23 Ostatnia edycja: 23 Listopad 2020, 10:43:21 by Bany
Mierzu, pisałeś że u Ciebie choroba zaczęła się tym że zauważyłes "zastałe nogi" i że problemem była "uciekająca prawa stopa". Mógłbyś, jeśli to nie problem, sprecyzować te dwie rzeczy? Pytam dlatego że mam ostatnio problemy natury zapewne neurologicznej, i właśnie jednych z nich są nogi, osłabione, zmęczone, jakby "z waty" i strasznie dziwnie mi się chodzi,  od jakichś 3 miesięcy już tak jest.
Pozdrawiam

Mierzu

Witaj Bany! Z nogami zaczęło się od tego, że najpierw odczuwałem ból pod pośladkiem, jakby atak rwy kulszowej. Przez to kulałem na prawą nogę. Później zauważyłem, że nie mogę zginać nóg tak jakby ścięgna pod kolanami były sztywne, a przy próbie biegu, prawa stopa zostawała mi z tyłu i butem zahaczałem o podłoże, dalej było tylko "lepiej".

Bany

23 Listopad 2020, 15:24:36 #25 Ostatnia edycja: 23 Listopad 2020, 15:32:32 by Bany
Czyli nie było wcześniej żadnego ich osłabienia ani nic? U mnie to wygląda tak że moje nogi są słabe od jakichś 3 miesięcy, czuje jakbym chodził cały czas na zmęczonych nogach, takich po 30km na rowerze. W ciągu ostatniego miesiąca doszło mi podskakiwanie (fascykulacje to się chyba nazywa?) coraz to nowych mięśni, dziwna sztywność palcy u rąk, ogólne zmęczenie 24h i już sam nie wiem co o tym myśleć. Jedna i druga Neurolog mówi że wszystko ok w badaniu neurologicznym, EMG miałem dwóch nóg i ręki i wyszło czyste, jedyna co wyszło to próba tęzyczkowa na + niski poziom wit. d3. (15.5 bodajże) Elektrolity (magnez wapń potas itp.) , parathormon, CK,OB,CRP, fosfor wszystko w normie. Nie wiem już gdzie szukać pomocy.
Przepraszam że piszę to tutaj i że w ogóle pytam Cię o takie rzeczy i wypisuje swoje śmieszne problemy ale poczytuje to forum od pewnego czasu i chciałem zapytać bo też mój "problem" zaczął się od nóg.
Tak czy siak dla mnie jesteś kozak gość, prawdziwy facet z jajami.
Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Ogaruus

Bany,
Opisz swoją historię na forum https://fascykulacje.cba.pl/index.php tam jest wiele sympatycznych osób, które podsuwają sugestie badań.
Od 19.12.2015 respirator nieinwazyjny
Lepsze jutro było wczoraj!

the_kure

bany tez mam sztywne i slabsze nogi .   odruchow kolanowych i inny brak. 3 loata juz tak a sla nadal nie mam wiec chillout .  chorob jest cala masa . wyluzuj ziom i chodz na fascykulacje.cba.pl

Mierzu

Cytat: Bany w 23 Listopad 2020, 15:24:36Czyli nie było wcześniej żadnego ich osłabienia ani nic? U mnie to wygląda tak że moje nogi są słabe od jakichś 3 miesięcy, czuje jakbym chodził cały czas na zmęczonych nogach, takich po 30km na rowerze. W ciągu ostatniego miesiąca doszło mi podskakiwanie (fascykulacje to się chyba nazywa?) coraz to nowych mięśni, dziwna sztywność palcy u rąk, ogólne zmęczenie 24h i już sam nie wiem co o tym myśleć. Jedna i druga Neurolog mówi że wszystko ok w badaniu neurologicznym, EMG miałem dwóch nóg i ręki i wyszło czyste, jedyna co wyszło to próba tęzyczkowa na + niski poziom wit. d3. (15.5 bodajże) Elektrolity (magnez wapń potas itp.) , parathormon, CK,OB,CRP, fosfor wszystko w normie. Nie wiem już gdzie szukać pomocy.
Przepraszam że piszę to tutaj i że w ogóle pytam Cię o takie rzeczy i wypisuje swoje śmieszne problemy ale poczytuje to forum od pewnego czasu i chciałem zapytać bo też mój "problem" zaczął się od nóg.
Tak czy siak dla mnie jesteś kozak gość, prawdziwy facet z jajami.
Pozdrawiam Cię serdecznie :)
Nie,nie było osłabienia,tylko taka niestabilność prawej nogi.Dzięki za ciepłe słowa.Pozdrawiam i zdrowia życzę.

Mierzu

Mam niewiele przyjemności w moim ,,podiagnozowym" życiu. Jedną z nich po 4 latach przerwy jest palenie( sporadyczne zaznaczam, dwa dziennie) papierosów. Biorę swojego Camela i stosując różne triki magiczne niczym uczestnik programu Ninja Warriors ( SLA version) gramolę się na balkon, chwytając rękoma wszystkiego co się da.. Nie chcę zaliczyć upadku przez barierkę z I piętra, bo po pierwsze: nie wiem czy przeżyję, po drugie: szkoda złamać papierosa.
Siadam na krzesełku na balkonie i jest to naprawdę nieliczne 5 minut w moim teraźniejszym życiu, gdzie jestem tylko ja i moje myśli. Sielanka z papierosem trwała jednak do pierwszych chłodniejszych dni, gdy ręce i nogi mi tak zmarzły, że pokurczyły się, a pet nie chciał sam z ręki wypaść. Nie wspominam tutaj o hardocorowym wychodzeniu ( wychodzenie to eufemizm) z balkonu.
A gdy spocony po całym dniu machania pseudosoniczną szczoteczką, ubijaniem piany z białek, wylewaniem trunku z kubka, bez jednego oka idziesz  wziąć prysznic, słowo ,,wziąć" nabiera zupełnie nowego wymiaru! Wziąć,tak, ale jak tę słuchawkę podnieść na wysokość głowy? Na szczęście jest deszczownica. Później jeszcze ,,tylko" wycieranie się ręcznikiem, próby wytarcia pleców, tyłka, nóg...a pójdę w mokrych spać, skóra się nawilży oby nie od łez.

C.D.N

Jolka

Mierzu, opisujesz swoją historię, która jest/była/będzie niestety udziałem wielu forumowiczów, można tylko pokiwać głową. Myśl o tym co jeszcze możesz zrobić, a nie o tym co Ci się już nie udaje. Przyjmujesz różne  suplementy itp. bo wierzysz,  że któryś z nich może okazać się pomocny, na pewno poprawia ogólny stan wcześniej zaniedbanego organizmu (sam pisałeś o stresach na jakie byłeś narażony w pracy) i daje szansę na  dotrwanie do lepszego leku niż Riluzol. Dużo się dzieje w tej materii, na pewno więcej niż jeszcze kilka lat temu i to daje wszystkim nadzieję

Mierzu

24 Listopad 2020, 22:29:46 #31 Ostatnia edycja: 24 Listopad 2020, 22:35:35 by Mierzu
Tak też piszę Jolu!Porażkę trzeba wyśmiać i upokorzyć ją.Cały czas myślę,co mogę zrobić a ja nie mam nadziei,ja po prostu wiem,że choroba może i zżera mi ciało,ale nie zabierze mi duszy.Tylko pogoda ducha pomoże przetrwać pochmurne dni mojego ciała.

Mierzu

25 Listopad 2020, 15:19:43 #32 Ostatnia edycja: 25 Listopad 2020, 15:21:44 by Mierzu
Moje życie toczyło się niczym kłoda pod górkę. Pomimo momentów załamania się i poddawania w głowie, łącznie z czarnymi myślami o sposobach na odebranie sobie życia, komediowy scenariusz uparcie jednak tego nie przyjmował. No bo niby jak odebrać sobie życie? Wbiec pod samochód, nie dam rady, bo odjedzie, powiesić się nie dam rady, nie zarzucę sznura na gałąź, skoczyć z mostu nie skoczę, bo nie wejdę na barierkę. Mogę nałykać się tabletek...to wszystko były wyłącznie myśli, nic więcej. Nie jestem w stanie tego zrobić i nie zrobię. Chęć życia jest silniejsza niż pragnienie śmierci. Nie żyję tylko dla siebie. Skoro ( jak wyczytałem) rodzina choruje razem ze mną, to każdy w tej życiowej symbiozie odgrywa jakąś przewidzianą mu rolę. Nie wiem czy pierwszoplanową, czy małą rólkę, ale jednak jest elementem układanki. O ile SLA nie jest zaraźliwe, to ja mogę zarażać innych swoich pesymizmem. Muszę zatem mniej narzekać, bardziej olewać to toczące moje ciało [ciach]. Może i zabiera mi ciało, a nie zabierze mojej duszy. Nie chcę zarażać czarnowidztwem, chcę cieszyć moją rodzinę. Często zastanawiałem się jak Bóg jednego dnia ( za moim i  żony oczywiście pośrednictwem) sprawia, że pojawia się w moim 40-letnim życiu synek Kajetan, a kilka lat później ten sam Kajetan w swojej trzyletniej główce musi ,,ogarnąć", że tatuś nigdy nie pogra z nim w piłkę, nie nauczy go jeździć na rowerze, nie weźmie ,,na barana". Przeklinałem Boga za to wszystko i się tego nie wstydzę i nie wypieram. To w końcu On mnie osądzi. Obym tylko doczłapał się do Bram Nieba. Z piekłem będzie łatwiej, bo kto jak kto, ale chory na SLA umie upadać.

C.D.N

Jolka

Teraz musisz przejść ten etap rozżalenia (także na Pana Boga) ale przypominaj sobie codziennie, o każdej godzinie,  że tylko pozytywne nastawienie pomimo tych wszystkich "agresywnych" objawów  może spowolnić chorobę. Na pewno czytasz amerykańskie linki, które to potwierdzają. To jest bardzo trudne, ale "trening" tych umiejętności przyniesie efekty.

Mierzu

Cytat: Jolka w 25 Listopad 2020, 22:17:24Teraz musisz przejść ten etap rozżalenia (także na Pana Boga) ale przypominaj sobie codziennie, o każdej godzinie,  że tylko pozytywne nastawienie pomimo tych wszystkich "agresywnych" objawów  może spowolnić chorobę. Na pewno czytasz amerykańskie linki, które to potwierdzają. To jest bardzo trudne, ale "trening" tych umiejętności przyniesie efekty.
Dzisiaj miałem taką pròbę i dałem radę.Opiszę to wkrótce.

Mierzu

Na początku po diagnozie stwierdziłem, że skoro mózg ,,wyprodukował" dla mnie taką chorobę i nikt w sumie nie wie dlaczego tak się dzieje, to ja oszukam sprytnie mój własny mózg i wyprę się tego ,,produktu". Ostatnio te słowa przypomniała mi moja małżonka. Poniekąd to wspaniałą cecha-wyparcie złego, negatywnych myśli, ale jednak ja do końca tak nie potrafię. Cały czas się uczę mojego scenariusza komediowego rodem z Latającego Cyrku Monthy Pythona.
   Z żoną musiałem ( po jej namowach) udać się na wizytę pokontrolną do tego samego szpitala, w którym Pani doktor chciała nauczyć mnie japońskiego. Umówiłem wizytę przez internet, wpisałem w formularzu kod choroby ( G12) . Dostałem termin, nawet szybki. Pomyślałem, że litują się nade mną. Udaliśmy się na wizytę z żoną. Nie muszę dodawać, że w tym dniu śmiało mógłbym zmienić nazwisko na Spastyczny. Nogi jak z ołowiu, nie chciały współpracować z mózgiem. W końcu wchodzimy do gabinetu. Za biurkiem siedzi starsza Pani lekarz. Patrzy na mnie, mówię, że to ja jestem pacjentem. Każe nam usiąść i sięga po kartę pacjenta:Pani Agnieszka?-pyta.
Co prawda schudłem kilka kilogramów i rozumiem, że w sumie są takie czasy, że i ,,Pani Agnieszka" może mieć kilkudniowy zarost na twarzy, ale odpowiadam: ,,Nie, Pan Dariusz". Pani doktor z rozbrajającą szczerością stwierdza, że rejestratorki źle mnie zarejestrowały, że ona w ogóle się na SLA nie zna, no ale może sprawdzić mi odruchy. Popukała mnie młoteczkiem, pomiziała po stopach i tyle. Poprosiłem ją o skierowanie na rehabilitację, obserwując najpierw na jakim druku to robi i czy w rubryce imię nie wpisze mi: Agnieszka. Pytam się jej, czy wie gdzie najszybciej albo jaki w ogóle ośrodek zajmuje się rehabilitacją osób chorych na SLA, doktor stwierdza, że nie wie. Wychodzimy od ,,lekarza". Nie wie jaką mam płeć, nie wie nic o SLA, nie wie gdzie odbywa się rehabilitacja, a finalnie okazuje się, że ta miernota nie umie nawet prawidłowo wypisać skierowania.
   Z kolejną wizytą trafiam już do właściwego lekarza w tym samym szpitalu, gabinet obok, kilka miesięcy później. Dr Gołąb-Janowska. Uśmiechnięta, pełna empatii, rzeczowa i konkretna. Nawet jeżeli empatia była udawana ( ale to się da wyczuć i ja uważam, że nie byłą) to jakże inaczej przebiega dla pacjenta ta wizyta, niż u Pani doktor ,,Nie wiem". Doktor w rozmowie ze mną i żoną, stwierdza że jesteśmy już wyedukowani, schodzimy na temat programu komórek macierzystych, Pani doktor stwierdza, że szczeciński program daje jakieś nadzieje, bo wszyscy pacjenci, którym zaaplikowano ich komórki macierzyste, nadal żyją. Nie pytam w jakim są stanie. Niepotrzebna mi taka informacja. Podaję do siebie maila, gdyby taki program ruszył od nowego 2021 roku. Na do widzenia, życzę jej znalezienia lekarstwa na SLA i Nagrody Nobla. Może Da radę za mojego życia?

C.D.N

Mierzu

Po upadku w domu ( tyłem na szafkę kuchenną) miałem w głowie totalną blokadę związaną z chodzeniem. Ta moja blokada doprowadziła do tego stopnia, że bałem się chodzić po domu, nie wspominając wyjścia na dwór, czy na pole ( jak mawiają mieszkańcy Krakowa). Żona Basia stwierdziła, że wyjdę na dwór jak będę na to psychicznie gotowy. Gotowość jednak nie nadchodziła przez tydzień. W końcu nadeszła sobota 21 listopada 2020 roku. Po zażyciu suplementów, spożyciu śniadania, ubrałem się i stwierdziłem, że jednak wyjdę, Nawet przy tym nie pociłem się ( z nerwów) jak to zwykle bywało. Po prostu powiedziałem sobie: idę i koniec. Ten impuls w głowie pojawił się chyba dlatego, że sam już wrzucałem do koszyka na allegro.pl chodziki dla niepełnosprawnych, a żona zaczęła wspominać coś o wózku i bynajmniej nie chodziło tutaj o wózek dziecięcy. Chociaż może i było to by niezłe rozwiązanie kamuflujące. Ja prowadzący przed sobą wózek dziecięcy, w wózku lalka przypominająca dziecko, wózek obciążony kilkoma kilogramami ziemniaków. Jednym zdaniem: sobotni spacerek szczęśliwej rodzinki.
Wyszyliśmy na dwór, ,,zbiegłem" po schodach i już byłem na powietrzu. Żona trzymała mnie za rękę. Przeszliśmy łącznie około 400 metrów, ale te 400 metrów dało mi powera do tego, aby w domu już nie chodzić po ścianach. Cieszyłem się w duchu jak dziecko! Po obiedzie przystąpiłem do ćwiczeń na materacu. Po ćwiczeniach próbowałem wstać, opierając się na przedramionach i przesuwając nogi do pozycji ,,na czworaka". Tylko tak uprzednio się czegoś łapiąc, jestem w stanie wstać z podłogi. Robiłem tak wiele razy, ale nie w sobotę 21 listopada 2020 roku. Nie miałem siły w rękach. Przez 20 minut wiłem się na podłodze jak wąż, sycząc na żonę i wylewając na nią jad, bo to Ona zanim wstałem rzuciła słowny urok na mnie, mówiąc: ,,tak Ci się ciężko będzie wstawało". No i było ciężko. Syczałem na żonę, wylewałem jad, do tego stopnia, że żona wyszła z pokoju. Zostałem ja, podłoga ni niemoc. Żona moja jednak zlitowała się nade mną i podniosła mnie do takiej pozycji, że w końcu stanąłem na nogi. Niestety moja psycha jest tak pokręcona jak świński ogon. Wbiłem sobie do łba, że nie dam rady kolejny raz leżeć na podłodze, bo nie wstanę. Muszę z tym walczyć, myśleć pozytywnie, ale jak to długo potrwa? Dzień rozpoczęty sukcesem w postaci krótkiego spaceru, skończył się emocjonalną porażką, przynajmniej w moim odczuciu. Jeszcze raz bogini Westa pokazała mi środkowy palec swojej dłoni. Też bym jej pokazał, gdybym mógł rozprostować te cholerne palce.

C.D.N

Mierzu

Wtorek,24 listopada 2020 roku. Do domu przychodzi fizykoterapeuta z ramienia NFZ. Przed wizytą każdego z fizykoterapeutów, czekam w oknie, rozgrzewając się, abym nie przegapił momentu kiedy skradnie się niepostrzeżenie pod drzwi klatki schodowej i zadzwoni domofonem, a ja w tym czasie będę kilometr od domofonu ( 1 km chorej osoby=20 metrów). Nie chcę sytuacji jak z kurierem, który dostarczyć ma paczkę, dzwoni domofonem, domofon rytmicznie piszczy jeden raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty aż zniecierpliwiony kurier odjeżdża w siną dal, a następnie wraca obrażony do mnie, po tym jak go przyzywam połączeniem telefonicznym. Otwieram fizykoterapeucie, witamy się. Na wstępie uprzedzam go, że mam problemy z samodzielnym wstawaniem z podłogi. Nie szkodzi!-słyszę-ja Panu pomogę. Pierwsze ćwiczenia na materacu, zmiana pozycji, udaje mi się obrócić na bok, następnie opieram się na przedramionach, podciągam niezdarnie nogi, dochodzę do pozycji na czworakach. Uff, udało się. Jednak po kolejnych ćwiczeniach, jestem już tak zmęczony, że nie dam rady się sam podnieść z materaca. Nie mogę zamienić się w syczącego węża, bo to nie moja żona, tylko obca osoba. Moja ludzka godność jest teraz na poziomie podłogi na której leżę, a z której próbuje mnie podnieść fizykoterapeuta. Fizykoterapeuta pyta się, czy podniosę którąś z rąk do oparcia fotela. Jako zdrowy człek nie potrafiłem zrobić pompki na jednej ręce, a tutaj mam to zrobić w olimpijskim tempie. Kilka minut zapasów i opieram się o fotel, następnie siadam na fotelu o odpoczywam. Fizykoterapeuta  zegna się, ja odpoczywam. Do następnej wizyty, do następnych dywanowo-podłogowych zapasów. Mój 16 letni syn Mikołaj, który jest jak każdy zdaje się nastolatek w innym świecie, nie przychodzi mi z pomocą, bo wychodzi wcześniej z domu. Mam o to do niego z jednej strony żal, z drugiej troszkę staram się go zrozumieć. Mikołaju, gdy pytasz w czym może pomóc, nie jestem w stanie przewidzieć, że za 30 minut będę leżał na podłodze. Czynności w których mógłbyś mi pomóc, można mnożyć z każdym tygodniem mojej choroby. Położenie garnka z zupą na kuchence indukcyjnej, podanie mi kubka z wodą, wyjście na spacer. Wiem, że moje schorzenie jest wstydliwe, że uciekasz przez to z domu,w swój świat, ale Twój świat to również ja, Mama i brat. Dzieci w Twoim wieku, w ekstremalnych sytuacjach, walczyły z bronią u boku, stawały się głowami rodzin. Dojrzewały szybciej niż przewiduje to natura. Czy taką naszą prywatną wojną nie jest moja choroba? Mam nadzieję, że kiedyś przeczytasz te słowa, już jako dojrzały facet ( obojętnie czy przewracając papierowe kartki tego mojego pamiętnika, czy wertując tekst na czytniku e-booków,) nie będziesz myślał, że skrót SLA to jakaś pseudonim sceniczny amerykańskiego rapera, albo nazwa tajemniczej ligi koszykówki i gotowy będziesz do bezinteresownej pomocy, nie tylko mnie,ale i innym osobom, bez splendoru i ogłaszania tego tysiącom profili na facebooku.

C.D.N

Ogaruus

Mierzu,
w jaki sposób piszesz tekst na komputerze / telefonie?
Od 19.12.2015 respirator nieinwazyjny
Lepsze jutro było wczoraj!

Mierzu

Cytat: Ogaruus w 30 Listopad 2020, 19:09:59Mierzu,
w jaki sposób piszesz tekst na komputerze / telefonie?
Na telefonie to bym nie dał rady.Na komputerze.