Rano tęcza na ścianie odbita z lusterka
falisty brzęk zegara wydobywa na jaw
maj się sadem puszystym jak chmura rozćwierkał
w oknie które granicą jest izby i maja
powiewają tu matki ciemne ciche ręce
przebywają tęczowy refleks czy wodospad
nad obrusem ciemnieją ciszej i goręcej
mimo zmarszczek szept smutny niemyślaną groźbą
matko zbudzony patrzę spod rzęs trawy leżąc
matko twe siwe oczy płaczą nade mną może wiatr
jestem tu choć daleko na innym wybrzeżu
twój ostatni kwiat
tak mało wiesz o synu chodząca wśród gromnic
tyle że spajam głazy rymów
tyle że nie mogę zapomnieć
płomienia dymu
jak nikt inny jesteś pośród ludzi
mówić cóż mówić drżeć z niemocy słów
żebyś młoda i piękna w uśmiech mogła wrócić
znów ...
Mamo...już minęły trzy jak Ciebie nie ma,
a ja nie mam siły aby zapalić dzisiaj znicz na Twym grobie.
Bardzo jest mi Ciebie brak, Kocham Cię.
"Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach i pierwszy deszcz
Byłem wtedy mały jak muszelka
a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne
Noc.Dopala się nafta w lampce
lamentuje nad uchem komar.
Może to Ty matko
jesteś na niebie tymi gwiazdami kilkoma?
Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo falą w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały mój manuskrypt gwiażdzistym pyłem?
A możeś jest południowa godzina?
Mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?
Wczoraj w trzcinach znalazłem szpilkę od włosów.
Czy to nie twoja?"
(K.I.Gałczyński)