Witam.
Mój tato zachorował w styczniu 2006 roku. Nie pamiętam całej diagnostyki i leczenia,bo w sumie to moja mama tym się na codzień zajmuje. Ja niestety mieszkam i pracuję 160 kilometrów od rodziców i nie mam możliwości spędzania każdego dnia z moim tatą. Pozostają mi tylko odwiedziny raz czy dwa na miesiąc-jak tylko mam możliwość... Mój tata nie wie na co jest chory. Lekarze nie pozwolili mu mówić. Myślę,że tak jest lepiej dla niego.
Na razie mój tato może mówić-cieszę się,że tak jest. Mówi niedużo,ale zawsze to coś. Ma już spore problemy z wstawaniem,chodzeniem. Codziennie powtarza mamie,żeby go oddała do hospicjum. Moja mama nie zrobi tego. Bardzo kocha tatę. Są razem całe życie. Mają czwórkę dzieci. Tylko pozazdrościć takiej miłości...
Chciałabym,aby mógł umrzeć bez przedłużania jego cierpienia. Nie wiem jak dalej choroba się rozwinie,jaki będzie jej scenariusz... Chciałabym,aby tylko mógł odejść szybko i bezboleśnie.
Magdalena
witaj Magdo
przeczytalam twojego posta i rozumiem twoje obawy.
co do oddania taty do hospicjum to nie zawsze jest tak.sa hospicja domowe ktore w swoim zakresie posiadaja opieke paliatywna i chory jest pod stala opieka lekarza i pielegniarki.pomoz mamie zorientowac sie czy w miescie ktorym mieszka twoj tato jest takie hospicjum.to jest dobre rozwiazanie.moj tato byl w takim wlasnie hospicjum domowym.a co do odejscia twojego taty,no coz.to bardzo trudny temat.moj tato odszedl niecale dwa lata temu,napewno nie cierpial-poprostu usnal.
w takiej sytuacji nie mozna udzielec dobrych rad.
rzycze tobie i calej twojej rodzinie wytrwania i cierpliowsci.
w razie pytan nie wahaj sie pisac.
moj mail thosta@wp.pl
pozdrawiam Monika
małgosiu
chyba nie dokladnie przeczytalas mojego posta i nie zrozumialysmy sie.
hospicjum domowe dziala tak ze chory jest w domu wsrod najblizszych.
poprostu jest codzienna wizyta domowa pielegniarki i raz w tygodniu wizyta domowa lekarza, chyba ze jest koniecznosc to lekarz jest zawsze na twoj telefon.
takze bardzo bym prosila na przyszlosc o dokladniejsze czytanie postow.
w tym momencie poczulam sie jakbym byla jakims potworem-tak bynajmniej zabrzmialy twoje slowa.
twoja mama nie byla w takim hospicjum takze jak mozesz sie wypowiadac na ten temat?
pozdrawiam
Monika
hospicjum domowe to najlepsze rozwiazanie dla chorego!!!!!!!!!
ja przeszlam taka opieke domowa i goraco wszystkim polecam.
jak juz powiedzialam w mojej ocenie hospicjum domowe jest fantastycznym rozwiazaniem dla chorego.moj tata byl chory na SLA i opieke miala fantastyczna. coz mozna oczekiwac od ludzi jezeli twoja tesciowa miala raka?moim zdaniem niesli jej taka pomoc ktora usmiezala jej bol.niestety rak jest choroba smiertelna.i nie ma na nia codownego lekarstwa.w tej chorobie nie mozna lepiej pomoc.
natomiast SLA to troche inna choroba.mimo ze ataku miesnia i czlowiek staje sie uzalezniony od osob trzecich to przyciaga do siebie inne bakterie ktore moze zlapac kazdy czlowiek(zapalenie ploc,zapalenie oskrzeli czy nawet zwykly katar).
takze mysle ze nie mozna porownywac opieki chorego na raka a na SLA.kazdy pzrypadek trzeba traktowac indywidualnie.musze tylko nadmienic ze w Łódzkim hospicjum pracuja cudowni ludzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witam,
Mój tato też choruje na SLA już od 4 lat, choć pierwsze objawy występowały oczywiście przed zdiagnozowaniem. Obecnie tata jest pod opieką trzeciego lekarza neurologa. Do pierwszego jeździł raz na pół roku, do drugiego już raz w miesiącu. Obecnie chodzi do innego i jets u niego raz na dwa tygodnie (mniej więcej). Przez ostatnie tygodnie można zauważyć znaczny postęp choroby. Tata bardzo słabo mówi. Nawet domownicy mają problem ze zrozumieniem go. Ma problemy ze wstawaniem i poruszaniem się. Czy myślicie, że to pora na kule? Dodam, że tata porusza się samochodem. Czy to jest bezpieczne?
Oczywiście podlega stałej rehabilitacji na oddziale rehabilitacji w szpitalu oraz w przychodni. Często kaszle przy posiłkach przez co się dusi. Jest też astmatykiem i uczulony jest na większość leków i antybiotyków.
Marcin
Marcinie....
kiedy piszesz o tym, że tato jeździ autem i pytasz czy to bezpieczne, przypomniało mi się, jak mój tato, kilka miesięcy przed właściwą diagnozą wycofał autem na swoim podwórku, które znał centymetr po centymetrze w taki sposób, że stłukł szybę w drzwiach ....mój tato, który miał na grzbiecie 40 lat za kółkiem w każej kategorii.... kiedy mi mama o tym powiedziała, zaczęłam się śmiać, bo wydawało mi się nierealne, ze kto jak kto ale tato!!!
Dzisiaj na wspomnienie tego zdarzenia nie jest mi do śmiechu....
i jeszcze teden dzień.... już po diagnozie, w lipcu 2010... mijał termin badań technicznych auta... tato jeździł już tak, że każde jego wzięcie kluczyków do ręki powodowało nasz niepokój (domowników).... pojechał, ale jak wrócił, najpierw siedział długo w aucie, potem wysiadł, podszedł do mnie i wręczył mi bez słowa swoje kluczyki..... spuścił głowę i pewnie pełen rozpaczy poszedł do domu....
wiele bym dała by tych chwil nie było ani w moim ani w jego życiu....
to paskudna choroba....
Mój tata miał przygodę z policją gdy pojechał sobie na ryby. Powiedzieli, że jest pijany bo strasznie bełkotał, na co tata, że tak jets pijany zaraz wsiądzie do auta. Po czym jak wsiadł to zatrzymali go i kazali mu dmuchać, no ale nic nie wyszło bo to wszystko przecież z choroby. Ja bardzo się o niego boje gdy jedzie autem, choć coraz rzadziej to robi.