Moja droga jest najpiękniejsza, od urodzenia otoczona jestem opieką Niepokalanej - urodziłam się w Jej święto.
Mam najukochańszego męża Gienia i cztery cudowne córcie : Basia 21 lat, Krysia 19 lat, Irenka 16 lat i Zosia 14 lat. Spotkałam na tej drodze dużo wspaniałych ludzi, tak wiele dostałam.
Teraz jest czas choroby. Także dostałam ją w darze.
Wiem, że ta droga po tej stronie się skończy, choroba przygotowuje mnie na to odzierając te ludzkie przywiązania, które - tak czuję - po tej drugiej stronie byłyby mi balastrem ...
Trzeci rok pomału - z niezwykłą delikatnością i czułością - moje życie zmienia się. Stopniowo obierane jest mi coraz więcej : zdrowie, siły, sprawność, praca i aktywność, samodzielność i niezależność. Równocześnie dostaję jednak tak wiele, niewspółmiernie więcej... trudno mi to ogarnąć i pojąć, chciałabym się tym dzielić ... nie wiem jak ale chciałabym...
Póki co uśmiecham się do Was Wszystkich i każdego z osobna cieplutko :)
Marysiu.
Bardzo budujące są Twoje słowa.Dziękujęjako córka chorej
Wiesz Mira - tak sobie pomyślałam, że Ty jesteś córką i możesz jako córka towarzyszyć Twojej Mamie w Jej Drodze. To wielka, choć trudna łaska. I tak chyba jest naturalniej i normalniej niż jak ja muszę patrzeć na swoją Mamę, która mając 80 lat jest o niebo sprawniejsza i cierpi bardzo gdy patrzy na moją chorobę. Nie raz buntuje się i mówi, że dlaczego to ona nie jest chora, przecież to nie tak powinno być... Ona nie potrafi jeszcze pojąć swojej łaski, nie umie przyjąć swojej Drogi - Drogi Matki...
Piszę to także jako mama myśląc o swoich dzieciach - cieszę się, że to ja a nie odwrotnie...
Takie to może gdybanie - ale ja także towarzyszyłam swojemu Tacie w Jego ostatniej Drodze.