Witam wszystkich!zwracam sie do Was z prośbą jak mam pomoc mojemu bratu, który niedawno dowiedzial sie , że jest chory na SLA i tak się zalamal, że w żaden sposób nie da sie go namowic na jakis lek, cwiczenia cokolwiek by ta pieprzona chorobę chocby na jakis czas zatrzymac.Błagam o pomoc. Moj brat to młoda osoba. :(
Witaj Olu!!
Tak mi przykro z powodu choroby Twojego brata.
Nie wiem jak Ci pomóc, ponieważ gdy mój mąż dowiedział się o chorobie, pani neurolog przeprowadziła profesjonalną rozmowę najpierw z mężem, potem ze mną na koniec razem. Zachowała się jak dobry psycholog. Z perspektywy czasu 5 lat, mogę stwierdzić, że wsparcie rodziny, systematyczne ćwiczenia, pomoc psychologa, no i oczywiście nasze forum
mogą zdziałać ''cuda ''. Jak mój mąż leżał w szpitalu sam prosił o rozmowę z psychologiem, naprawdę pomogło mu.
Jest bardzo dzielny psychicznie, ma silną wolę do walki z tą chorobą.
Życzę powodzenia Tobie, bo przyda się no i oczywiście Twojemu bratu silnej woli do walki.
Pozdrawiam. wiesia
Ciezka sprawa, na siłe można tylko pogorszyć. Mąż mój po jakims czasie sam dobrowolnie poprosil o psychologa/psychiatre. Ale po otrzymaniu diagnozy uparlismy sie ze to nie SLA i skupilismy sie na szukaniu czegos innego.
nie wiem ile lat ma twój brat,ja mam 32 ,choruje 5lat i im bardziej kaleka jestem fiz. tym psychhicznie coraz gorzej.jtedynie vhyba psychiatrę.bo jak walczyc jak szanse na zwycięstwo sa 0%
a ja walcze mimo wszystko.
a dla czego???
aby w ten sposob podbydowac i nauczyc czegos moja kochana zonke.
ze mimo wszystko warto walczyc i cieszyc sie z dnia codziennego
Witam wszystkich. Moja reakcja na wiadomosc o mojej chorobie byla bardzo podobna przez jakis czas bylem nie do okielznania po tygodniu czy dwoch stwierdzilem ze trzeba cos z tym zrobic dowiedziec sie cos na temat bestii ktora siedzi we mnie ,trafilem tu przypadkiem zaczalem czytac co przezywaja ludzie chorzy dluzej ode mnie. Zaczalem myslec podziwiac ich historie chorych i ich opiekunow,przejzalem dopiero na oczy.Jestem pelen podziwu i szacunku dla nich,wtedy zrozumialem ze nie moge sie poddac ,choc nie ukrywam bylem bardzo blisko zalamania,bedac sprawnym pelnym optymizmu i energi czlowiekiem i nagle sie skonczylo.Przewartosciowac musialem wszystko zmienic priorytety cale zycie przewrocilo mi sie do gory nogami bylem zalamany ale gdzies w srodku duch walki odezwal sie pomalu sie podnosze i walcze o siebie i moja rodzine dzieki nim wiem ze musze byc sprawny jak najdluzej by sie cieszyc znimi zyciem Wiem ze nie jest latwo i lekko gdyby nie wsparcie domownikow i kolegow cienko by bylo ze mna a moze by mnie juz nie bylo.Nie wiem co by bylo terazjuz nie chce wiedziec. Pozdrawiam cie goraca trzymam kciuki za twojego brata i za ciebie mam nadzieje ze mu przeidzie Pozdrawiam Marek
Olu,uważam ,że milość i wsparcie rodziny i to poczucie bezpieczenstwa to bardzo ważna rzecz...Jeśli brat to czuje,to b.dobrze..cokolwiek by sie dalej z Nim działo....(wiadomo,bolesne,dalsze,etapy..),psycholog?pewnie,jak najbardziej...wola walki,cieplo rodziny...ale wszystko zależy tak naprawdę od Twojego Brata i jego poglądów.Bądz... z nim!!!!!