Elektrownie atomowe w Japoni

Zaczęty przez RILU, 15 Marzec 2011, 11:18:15

Poprzedni wątek - Następny wątek

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

RILU

TVN podało dodatkowo zapowiadając prognozę pogody ,że wiatry wieją w kierunku
Pacyfiku i Europa nie powinna się obawiać promieniowania .
    Otóż ,jakby ziemia była płaska to bym się z tym zgodził
ale niestety jest prawie okrągła(elipsowata) i wiatry wieją wokoło niej.
Naród Japoński przeżywa wielką piekielną katastrofę  :embarassed:
Dobrego dnia
RILU ::)
Trzeba żyć tak aby każdy dzień  był piękny.

Maria

Z danych podawanych przez Japończyków wynika, ze propaganda zmniejszania zagrożenia tam również pracuje, zapewne z prostej racji, ze nie ma gdzie uciekać, gdy się mieszka na wyspie.

Kwestia najważniejsza: ile z tego, co wyleciało lub wyleci w atmosferę doleci do nas i kiedy?
Zanim dojdzie do Polski, musi przejść całą Rosję.  Do tego czasu będzie wiele zmian pogody i kierunków wiatru. Pytanie "kiedy?" jest uzależnione od wiatrów wiejących nad Japonią. Warto, jeśli ktoś posiada (licznik Geigera-Mullera – koszt spory, bo min. 1500zł) próbować własnymi środkami badać wzrost poziomu radioaktywności – na Państwową Agencję Atomistyki bym zbytnio nie liczyła, bo te "leśne dziadki" podadzą informacje o zagrożeniu wtedy, gdy dostaną dopiero partyjne polecenie. Wiele może nam to nie da, bo przed promieniowaniem i tak nie uciekniemy, ale przynajmniej jak z telewizorów trąbić będą, że nie ma zagrożenia i żeby iść na pochód pierwszomajowy to my na złość nie wyjdziemy by nie nałapać dodatkowej dawki. ;D

P.S Dla poprawy humorów (w końcu co nam pozostało) warto obejrzeć sobie jak okładają się na wizji uczone "profesory" w studiu pana Waltera http://www.tvn24.pl/0,1695677,0,1,kto-panu-dal-tytul--wiesniakowi-jednemu,wiadomosc.html
Niby tacy szacowni i wyważeni a przy tym utytułowani naukowcy a jednak ludzie z krwi i kości  ;D ;D ;D
Dla porządku dodam, że jeden profesor popiera "atom" a drugi popiera energetykę opartą na węglu. Że za tym idą określone pieniądze to oczywiste stąd też i pewno takie zacietrzewienie uczonych mężów.

Aaa... i jakby ktoś chciał sobie przypomnieć jak to było w 1986 (mam nadzieję że nie tylko "młodzież" czyta te teksty ale "starszaki" też  ;D) gdy wybuchła elektrownia Czarnobylska to może sobie poczytać wpis z blogu p.t. "obłok z jodem idzie nad krajem" - pouczający kawałek historii ... http://7dni.wordpress.com/2006/05/03/oblok-z-jodem-idzie-nad-krajem-czarnobyl/
"Życie to nałóg, który trudno jest rzucić.
Jeden oddech nigdy nie wystarcza.
Odkrywasz, że chcesz zaczerpnąć następny."

Maria

#2
"Życie to nałóg, który trudno jest rzucić.
Jeden oddech nigdy nie wystarcza.
Odkrywasz, że chcesz zaczerpnąć następny."

RILU

#3


Mario,twój link
http://astral-projection.nowyekran.pl/post/6822,japonia-ii-gi-czarnobyl-chron-siebie-i-bliskich
polecam wszystkim ,czytając informacje z tej strony ciarki przeszły mi po skórze.
Zobaczymy jak to wszystko się potoczy .Interesuje mnie ilu z obsługi EA pożegna się ze światem .Jak piszą to już 50 Japończyków zostało w EA a co za tym idzie zginą  ciężko
cierpiąc oddając życie za Ojczyznę .
Boże miej ich w opiece.....a także zwykłych ludzi zamieszkujących wyspy .


Trzeba żyć tak aby każdy dzień  był piękny.

Maria

#4
Na terenie elektrowni jądrowej w Fukushimie pod ziemią znajdują się rozległe tajne laboratoria wojskowe. Wszystkie prace ratunkowe koncentrują się tamże.

26 sierpnia 2013 {interview www.rense.com
Znany japoński dziennikarz Yoichi Shimatsu mówi:

Jestem w Hong Kongu i dopiero wróciłem z Malezji. Japonia eksportuje tamże elektrownie jądrowe i chciałaby bardziej się angażować w regionalne konflikty.

Tego tylko brakowało Azji Południowej: więcej energetyki jądrowej i konfliktów!

Obecnie jest to jeden z niewielu zakątków na świecie, gdzie promieniowanie tła jest niewysokie; dlatego też jest to miejsce, gdzie przeniosło się wiele japońskich firm i obywateli.

Fukushima bowiem to nie jest katastrofa, która da sie zażegnać w ciągu kilku, kilkunastu, czy nawet kilkuset lat. I to nie tylko dlatego, że nie da się wydobyć stopionych prętów paliwowych, czy składowanego tamże zużytego paliwa nuklearnego. Ani nawet z powodu stopionego paliwa MOX w reaktorze 3.

Fukushima zbudowana jest na klifie położonym około 40 metrów nad poziomem morza. Klif zbudowany jest z piaskowca, czyli sprasowanego kompozytu żwiru i piasku. Jest to materiał dość kruchy i niezbyt solidny. Kiedy pada deszcz robi się miękki i gąbczasty oraz się kruszy. Kompozyt zaczyna się rozkładać...kwasy w wodzie dodatkowo piaskowiec niszczą.

Grunt pod stłoczonymi na małej powierzchni zbiornikami, gdzie zeskładowano radioaktywną wodę z reaktorów zapada się, a zbiorniki przechylają się niebezpiecznie. Poza tym nie wszystkie rurociągi pod tym rozległym kompleksem zostały zniszczone. Część wciąż odprowadza radioaktywne ścieki.

Skażona woda przedostaje się masowo do wody gruntowej i stąd do oceanu, gdzie cały czas zwiększa się ilość trytu (radiowodoru), szczególnie wewnątrz przystani.

Jak wiadomo Fukushima miała własny mały port, skąd i dokąd można było transportować wszelkie materiały bez zwracania uwagi cywili, gdyż port ten jest dokładnie poza możliwością obserwacji z lądu.

Wewnątrz akwenu portu gwałtownie wzrasta ilość trytu, co oznaczałoby, że cały czas zachodzą tam podwodne reakcje jądrowe; jest ich tyle, że tworzą chmury, a raczej mgły przybrzeżne ciągnące się kilometrami wzdłuż brzegu. A w tej części kraju mgieł latem nigdy nie było.

Tu nie chodzi o niewielką ilość produkowanego trytu, lecz o jego masową produkcję na niespotykaną skalę.

Sądzę, że powoli media zdają sobie sprawę, że sytuacja jest poza kontrolą i jest bardzo niebezpieczna; potencjalnie zagraża całej Japonii i okolicznym krajom oraz całemu Pacyfikowi. A jeżeli Pacyfikowi, to i zachodniej części USA.

Profesor Marine Science (Nauk o Morzu) Uniwersytetu w Tokio mówi, że w oceanie obserwuje się ogromne ilości ciężkich radioaktywnych nukleidów. Informacja ta pochodzi z nieoficjalnych źródeł, ale jest niepodważalna.

Olbrzymie ilości plutonu i uranu w przystani oznaczają, że istnieje nieuszkodzona rura odpływowa, która odprowadza tamże owe nukleidy ze wzbogaconym uranem i plutonem z jakiegoś podziemnego źródła w Fukushimie.

Z tego co słyszałem zaraz po katastrofie w Fukushimie, pod ziemią znajdują się tam rozległe tajne laboratoria wojskowe zajmujące się wzbogacaniem/ separacją plutonu. Elektrownia jądrowa zajmuje olbrzymi teren; do części podziemi dostano się po katastrofie. Ale do części się nie dostano. Zapewne niektóre rurociągi odprowadzające wodę do przystani przetrwały nieuszkodzone i teraz odprowadzają wysoko radioaktywne materiały z tych laboratoriów.

Autostrada nr 6 jest zapchana samochodami, autobusami i ciężarówkami jadącymi do i z elektrowni Fukushima 1 i wiozącymi tysiące robotników. Tymczasem wokół ruin błąka się ledwie kilku ludzi. Czyli nie są oni zajęci rozbieraniem ruin reaktora. Jednocześnie sznur ciężarówek bezustannie wyjeżdża z terenu elektrowni coś wywożąc.

Oczywiście Tepco, rząd japoński oraz przedstawiciele wojska zaprzeczają jakimkolwiek teoriom spiskowym, jakoby Fukushima była japońskim Los Alamos. Dementuje je również przewodniczący japońskiej sekcji IAEA, (International Atomic Energy Agency ).

Tymczasem tryt stwarza zagrożenie reakcji łańcuchowej, co oficjalnie potwierdza ciało doradcze ds.nuklearnych przy rządzie japońskim.

Mówi się też o zrzucaniu skażonej wody do oceanu partiami, aby nie wywołać owej reakcji, bo w wodzie już są ogromne ilości owych nukleidów i trytu.

Zaraz po katastrofie w Fukushimie USA zamierzały teren zbombardować; w końcu wycofały się z tego pomysłu. Czy jednak nie potwierdza to owej teoriii o rozległych laboratoriach wojskowych pod kompleksem?

Zaraz też po katastrofie rząd zaczął wycofywać się z energetyki jądrowej. Jednak po pół roku nagle ten rząd został zmieniony na pro-atomowy, który zapewnił, że Japonia nie zamierza rezygnować z energii atomowej. Jednoczesnie ucichły wszelkie przecieki informacji o próbach opanowania sytuacji w Fukushimie.

Była mowa o sposobie na utajnienie ilości wynajmowanych na dosłownie dwa dni, czy dwa tygodnie robotników do najbardziej niebezpiecznych robót, dzięki czemu nie byli oni ujmowani w danych, a ich śmierć nie była wiązana z Fukushimą. Podobnie ukrywano informacje o ofiarach śmiertelnych katastrofy.

Ludność okoliczna opowiada o rozległych podziemnych laboratoriach powiązanych tunelami prowadzącymi aż o pasma górskiego. O tysiącach ciał, które się tam znajdują.

I jeszcze uwaga prof.Dakowskiego po przeczytaniu wywiadu z Yoichi Shimatsu:

To JEST sensowne, bardzo prawdopodobne. W Fukushima dzieją się z pewnością procesy straszne (dla fizyka oraz technika) - a są ukrywane.

http://wyynd.tripod.com/Shimatsu.txt
"Życie to nałóg, który trudno jest rzucić.
Jeden oddech nigdy nie wystarcza.
Odkrywasz, że chcesz zaczerpnąć następny."

Maria

Kolejna teoria spiskowa, która okazuje się prawdą

O tym, że skażone wody przedostają się do oceanu, a rząd japoński ignoruje i bagatelizuje rozmiary katastrofy, słychać było niemalże od początku, a jeszcze nie było wiadomo o tajnych laboratoriach wojskowych na terenie Fukuszimy. Rząd japoński nieustannie podnosił poziom dopuszczalnego promieniowania, tym samym uspakajając opinię publiczną. Teraz sytuacja jest więcej niż katastrofalna, bo w niektórych rejonach promieniowanie przekracza tysięce razy dopuszczalną, nawet podwyższoną dawkę.

O tym, że jest tragicznie, najlepiej świadczy fakt, że zaczyna się o tym głośno mówić w medialnych głównych ściekach, które do tej pory milczały jak zaklęte. Tokio powinno być ewakuowane, jeśli nie cała Japonia. Po Czernobylu wszysczy starsi i schorowani umarli bardzo szybko, nie wyobrażam sobie, co musi się teraz dziać w Japonii.

Wczoraj Yahoo podało wiadomość o nadzwyczajnie dużej ilości urodzin (nawet o 400 % wyższej niż norma) z bezmózgowiem w niektórych rejonach stanu Waszyngton, oczywiście nie wiążąc tego z Fukuszimą, a praktycznie, w obrzydliwy sposób, zrzucając winę na ciężarne kobiety, które wpływaja na płód, także poddając się wpływom zanieczyszczonego środowiska (sic!). Nienagłaśniane  raporty o wysokiej śmiertelności niemowląt w niektórych miastach USA dochodziły w parę miesięcy po katastrofie.

Jeżeli, co nie daj Boże, doszło by do wybuchu, o którym mówi artykuł, nie tylko Ameryka, ale cała półkula północna byłaby zagrożona skażeniem o wiele groźniejszym niż miało to miejsce po Czernobylu i stawianie jedynek pod podobnymi artykułami tego, niestety, nie zmieni. Istnieją ponoć diety, opracowane przez lekarzy po ataku na Hiroszimę i Nagasaki, które w znacznym stopniu likwidują skutki napromieniowania i należałoby się na tym skupić, zamiast zatykać sobie uszy i patrzeć w drugą stronę.
"Życie to nałóg, który trudno jest rzucić.
Jeden oddech nigdy nie wystarcza.
Odkrywasz, że chcesz zaczerpnąć następny."

Maria

"Życie to nałóg, który trudno jest rzucić.
Jeden oddech nigdy nie wystarcza.
Odkrywasz, że chcesz zaczerpnąć następny."

Kamilkirsk

Myślenie, że nic nie jest skażone lub raczej że nic nie przedostaje się do morza, oceanu lub do ziemi jest z góry skazane na porażkę. I nie mam tu na myśli tylko problemu Japonii obecnego i wcześniejszego, ale też Czarnobyl oraz wszystkie incydenty, o których społeczeństwo nie wie.