Pomoc wolontariuszy

Zaczęty przez Jado, 11 Czerwiec 2013, 14:41:03

Poprzedni wątek - Następny wątek

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Jado

Witajcie,

Tak sobie dzisiaj siedziałem w siedzibie NFZ, czekając na moją kolej do okienka (w sprawie pieluchomajtek dla Taty, których notabene i tak będzie za mało na miesiąc, ale to insza inszość) i uwagę moją zwróciła wywieszka do wolontariuszy (o treści w tym momencie nieistotnej).   
I tak się własnie zastanawiam czy jest możliwe wystaranie się o pomoc takiego wolontariusza.
Bo w przypadku mojego Taty jest tak, że trzeba praktycznie nie spuszczać go z oka, gdyż w każdej chwili może się przewrócić, zacząć dusić, itd, itp...
Żeby się wyrwać do tego NFZ musiałem zaangażować ciotkę (do doglądania Taty) i pielęgniarkę (do podania pokarmu przez PEG'a). 
Nie zawsze jest to możliwe, ludzie mają swoje sprawy, terminy, pielęgniarka jest bardzo miła,  ale ma kolejnych pacjentów, itd...
Gdyby jeszcze był ktoś, kto mógłby z Tatą te kilka godzin w razie potrzeby załatwienia czegoś  posiedzieć, to byłoby duże ułatwienie.
Niestety nie mam pomysłu gdzie się takie sprawy ewentualnie załatwia i czy wolontariusz znaczy wolontariusz, czy też się za te usługi płaci... Niestety z kasą u mnie krucho bo do pracy iść nie można (a pewnie trzeba będzie jeszcze dokupywać te pieluchomajtki).

Ktoś się orientuje jak te sprawy wyglądają?


gosia_79

Witam :)
może coś podpowiem, przynajmniej jak to u nas w mieście wygląda
u nas takich wolontariuszy można znaleźć np. w szkole medycznej
mamy taką jedną w mieście jest to szkoła pielęgniarska
tak że bardzo dobry kierunek,
może i u Ciebie w mieście jest coś takiego
to można by było tam spróbować, ewentualnie można próbować w kościele czy w Caritasie
różne są możliwości, można nawet spróbować dać jakieś bezpłatne ogłoszenie w gazecie czy internecie,
wiele ludzi jest chętnych do pomocy więc szansa zawsze jest , sama z chęcią bym komuś pomogła od czasu do czasu w miarę moich możliwości



Jado

Dzięki za info - może coś się uda dowiedzieć.
Jeśli jesteś z Warszawy, to zapraszam  ;)
W zamian mogę nauczyć np. robienia biżuterii....
Podobała mi się kiedyś idea tzw. banku czasu, gdzie ktoś mógł poświęcić swój czas i umiejętności dla kogoś innego, wykonując dla niego jakąś pracę czy usługę, a w zamian mógł "odebrać sobie" poświęcony czas w postaci pomocy innej osoby, w innej dziedzinie.
Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie o pracę i płacę trudno, taka bezpośrednia wymiana "towarowa" miałaby może większe powodzenie  ;)

Słońce

Jado zglos sie do pomocy spolecznej, oni maja cos takiego jak uslugi opiekuncze co rpawda odplatnosc zalezy od dochodu na osobe w gospodarstwie domowym ALE! na koncu ustawy jest taki punkt ze jak ktos nie daje rady wlasnymi silami to musza pomoc u mnie maja umowe z PCK akurat, niestetynie moge korzysatc bo jest wysoka srednia wiekowa opiekunkek i sobie nie poradza bo maz nie wstaje samodzielnie.
Pzdr Słońce

Jado

Dzwoniłem do opieki społecznej, ale krótko mówiąc "wysłali mnie na drzewo".
Jakbym pracował, to może by mi się jakaś pomoc w opiece należała, ale skoro nie - to nie.
A poza tym pani z opieki była zajęta, bo miała kilku klientów osobiście (ja dzwoniłem) i mnie spławiła.   Oni chyba tam bardziej skupiają się na rodzinach patologicznych niż chorych.
Tak więc wniosek - licz sam na siebie.

wiesia_m

Witaj Jado.
Dzięki za podpowiedź z tym wolontariatem.
Po prostu w wyszukiwarkę wpisałam 'wolontariat i miasto ' i jak się okazało na stronie MOPRu jest zakładka dotycząca wolontariatu, zadzwoniłam, popytałam i jestem już po takim spotkaniu. Bardzo miła pani, odwiedzi nas w przyszłym tygodniu.
Super że dzielisz się zdobytymi informacjami,
Pozdrawiam.wiesia

Jado

Ja też u siebie znalazłem "obiecującą zakładkę" : http://www.whs.pl/pl/site/kontakt
W poniedziałek tam zadzwonię, to zobaczymy, czy się da "objąć tatę opieką".
Przydałoby się mieć jakąś alternatywę dla opieki nad ojcem - zamiast wysłużonej ciotki jeno ;)

Pozdrawiam :)

Jado

Udało się objąć Tatę opieką tzw. "Hospicjum domowego" - prowadzoną przez zgromadzenie księży Marianów.    Baaaaardzo miła i wartościowa opieka :-)   Jak się okazuje to SLA podlega własnie pod opiekę hospicyjną - stąd mogłem ojca zapisać.
Dwa razy w tygodniu przychodzi pielęgniarka, dwa razy w miesiącu lekarz i być może dzięki nim uda się również zorganizować wolontariusza.  Oprócz tego jest możliwość rozmowy z psychologiem - już jesteśmy umówieni.
Lekarz prowadzący może wypisywać też recepty, zlecenia na refundowane środki opieki (pieluchomajtki, cewniki, itp...) - tak że odpada konieczność każdorazowej wizyty u lekarza rodzinnego, do którego jak wiadomo nie zawsze łatwo się jest dostać (trzeba wcześnie wstać, żeby się zapisać, a jak tu zostawić chorego bez opieki o tak wczesnej porze, trzeba się więc prosić o "numerek dodatkowy", itp...)

Piszę bo może komuś się ta informacja przyda - jako że najtrudniej jest własnie dowiedzieć się, że jakaś pomoc istnieje i można z niej skorzystać.   Niestety często jesteśmy zostawieni sami sobie.





szucia

Jeśli  chodzi o Gdansk,to kojarzę,że ZOL na Fromborskiej miał wolontariat,dobry zol,tatę tam miałam ,dzwoniłam przed chwilą,ale już nie było dyzurnego...lPróbujcie w razie czego...

wiesia_m

Nasza pani z wolontariatu zrezygnowała i narazie niema żadnej. Bardzo niewiele osób chce poświęcić swój czas drugiemu człowiekowi tak bezinteresownie a szkoda.
Pozdrawiam. wiesia

Słońce

Hmmm, ja wogole nie trafilam na wolontariat u siebie zeby ktoś chcial do Wieliczki jeździć, baaa nawet nie mogłam znaleźć osoby odpłatnie a mowią ze bezrobocie.
Pzdr Słońce

Jado

Wolontariusze są, ale giną w morzu potrzeb. 
Być może ich obecność jest bardziej widoczna w różnego rodzaju instytucjach - hospicjach, fundacjach, domach opieki, itd, itp...
I poprzez nie można się ew. starać o ich pomoc. 

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że jednak najlepszą i zindywidualizowaną pomoc uzyskamy od rodziny, znajomych, przyjaciół.
Nie we wszystkich aspektach, ale np. pomoc w transporcie, zakupach czy "posiedzeniu przy chorym" podczas naszej nieobecności (o ile rzecz jasna chory nie wymaga częstych i specjalistycznych zabiegów przy nim, czego nie musi umieć/chcieć wykonać osoba chcąca nam pomóc).
Warto uświadomić znajomych o naszej trudnej sytuacji, zapytać o chęć pomocy - w zakresie  na jaki możemy na daną osobę liczyć, bo wtedy często okazuje się, że uzyskamy taką - choćby niewielką, ale zawsze cenną pomoc.
Trochę zawsze nas to odciąży.
No, a druga rzecz jaką możemy zrobić, to dobra organizacja przestrzeni wokół i obsługi chorego - różne ułatwienia, urządzenia, jakaś systematyzacja naszych działań - to też da nam jakiś zysk czasu w ciągu dnia.
Przykładowo ostatnio zamontowałem we wszystkich pokojach czujki ruchu, które samoczynnie włączają światło - bez potrzeby ręcznego ich zapalania. Gdy prowadzę chorego, "pod ręce" to nie muszę już martwić się włączaniem/wyłączaniem światła - mogę skupić się na podtrzymywaniu/prowadzeniu chorego.

Warto też zapraszać ludzi do siebie - raz, że jest to jakaś odmiana monotonii dnia dla chorego/opiekuna, dwa - ludzie będą mogli naocznie ocenić trudność sytuacji w jakiej się znaleźliśmy i być może pod wpływem tego wrażenia będą nam chcieli pomóc.

Ale oczywiście najbardziej możemy liczyć na siebie :-)