Jaki jest sens cierpienia w kontekście SLA?

Zaczęty przez Pawel, 09 listopad 2006, 17:01:59

« poprzedni - następny »

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Do dołu

Pawel

09 listopad 2006, 17:01:59 Ostatnia edycja: 11 grudzień 2006, 23:15:28 by Kojak
Wielu chorych i ich bliskich zastanawia się dlaczego ja? Czemu mnie, albo mojemu mężowi lub mamie to się przytrafiło? Dlaczego aż tak wielki ból i cierpienie stało się moim udziałem? Czym zawiniłem? Jaki jest tego sens? I czy w ogóle on istnieje? Myślę, że każdy człowiek mający do czynienia z tak okrutną chorobą jak SLA próbuje rozwikłać powyższe problemy. Jest to szczególnie ciężkie, gdy sami się z tym zmagamy. Dlatego więc chciałbym zaprosić Was do dyskusji na forum naszej strony nad kwestią, o której myślimy częściej lub rzadziej, ale jednak zawsze, a która pozostaje w naszej świadomości, czyli sensem cierpienia. Pomyślałem, że dobrym początkiem naszej rozmowy będzie wypowiedź osób nie związanych bezpośrednio z SLA, ale które mają coś istotnego do powiedzenia na temat cierpienia, którym częściowo zajmują się z racji swojego ?zawodu? czyli księdza i filozofów (w najbliższym czasie rozszerzymy tą grupę o inne profesje np. lekarzy). Inną  ciekawą wypowiedź na temat sensu cierpienia w kontekście SLA podała życzliwa nam osoba Pani Bogumiła Szewczyk. Myślę, że warto przeczytać wszystkie te prace.



Zapraszam do duskusji!


Proszę o przeczytanie tego działu na stronie głównej www.mnd.pl
Dołącz do nas! Wstąp do stowarzyszenia!
Przeczytaj poradnik dla chorych na SLA\MND
Nie wiesz do kogo zwrócić się o pomoc w zorganizowaniu darmowej wentylacji w domu?
Finansujemy wizytę szkoleniową pielęgniarki w domu!
Chcesz wiedzieć więcej, napisz: mnd-sla@wp.pl

Michał

Wybacz Paweł ale ten religijny bełkot jest dla mnie nie do przyjęcia :(

bożena

Muślę że warto poduskutować i przedstawic swoje zdanie w stosunku do SLA Paweł popieram cie całym sercem i napewno wezmę w tym udział Myślę ze nie tylko ja

Pawel

09 listopad 2006, 19:38:00 #3 Ostatnia edycja: 09 listopad 2006, 20:16:19 by Pawel
Do Michala:

Dlatego poza wypowiedzią księdza i katoliczki są również dwie prace filozofów NIE ZWIAZANYCH Z ZADNA RELIGIA np. Sławomira Olszewskiego, ktory swoj stosunek do religii okresla jako "ateizm praktyczny, w chwilach słabości naiwny panteizm".
Dołącz do nas! Wstąp do stowarzyszenia!
Przeczytaj poradnik dla chorych na SLA\MND
Nie wiesz do kogo zwrócić się o pomoc w zorganizowaniu darmowej wentylacji w domu?
Finansujemy wizytę szkoleniową pielęgniarki w domu!
Chcesz wiedzieć więcej, napisz: mnd-sla@wp.pl

Bożenka_

Witaj Pawle.
Kim jest Pani Bogumiła Szewczyk opisujacąca cierpienie chorych na SLA.Czy to osoba chora ,rodzina osoby chorej ?
Czy cierpienie  ,o którym Ta Pani pisze jest jej znane z autopsji czy tylko z wiadomości książkowych na temat choroby .

malgosia

Czesc! Chciałam podziekować Pawłowi za ten wątek, wydrukowałam mojej chorej mamie te opinie i mysle ze jej pomoga, ona jest osoba bardzo wierzącą i wierzcie mi bardzo pogodną mimo swojego cierpienia, ona widzi w nim sens, wierzy że nic nie dzieje sie bez przyczyny. Podziwiam ja za to i modlę sie żeby taka wytrwała do konca choroby Pozdrawim i zyczę więcej wiary :)

teresa

Witam wszystkich.
Ja mam podobne zdanie jak mama Malgosi. Również wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wierzę, że Bóg ma swój cel w tym, że tak dotkliwie nas doświadcza / zresztą nie chodzi tylko o SLA, bo istnieje bardzo wiele ciężkich, śmiertelnych chorób/.
Moje życie przed chorobą było bardzo intensywne, żyłam na pełnych obrotach myśląc tylko o swoich dzieciach. Nie widziałam co się dzieje  tuż obok mnie. Choroba pozwoliła mi się zatrzymać, skłoniła mnie do przemyśleń,  zaczęłam zauważać troski, choroby i potrzeby innych ludzi, ale przede wszystkim choroba nauczyła mnie pokor
Skłaniam wszystkich do przemyślenia swojego życia przed i w chorobie, a napewno wyciągną z tego wartściowe wnioski.
Pozdrawiam   ::)

iwona

Witam!
Ja rowniez tak jak i Teresa uwazam, że w życiu nic nie dzieje sie bez przyczyny, każde wydarzenie jakie nas dotyka ma swoj cel, sens.
W pierwszej chwili nawet najbardziej wierzaca osoba buntuje sie,wątpi w istnienie Boga, ale potem zaczyna rozumieć i wyciągać wnioski.
Z perspektywy czasu widzi sie pewne zdarzenia, sytuacje inaczej. A i sa ludzie, ktorzy do konca nie moga pogodzic sie z zaistnialą sytuacją.
      Pozdrawiam!

bożena

"Oto Król będzie panował dla sprawiedliwosci"Takie zachwycajace obietnice dotyczące rządów Jezusa w Królestwie Bożym stanowią wazną cześć Bibli Jest w śród nich także zapowiedz "wyzwoli bowiem biednego wołającego o pomoc a także uciśnionego i każdego kto nie ma wspomożyciela Użali się nad malućkimi biednym a dusze biednych wybawi Ich krew będzie drogocenna w jego oczach Izajasza 32:1 Psalm 72:12.14  Czy ktoś mógłby zaprzeczyć że ludzkości sa potrzebne takie sprawiedliwe rządy?Jezus zachęcał swych nasladowców by wciąż wyczekiwali Królestwa Bożego Nauczył ich modlić się "Niech przyjdzie twoje królestwo Niech się dzieje twoja wola jak w niebie tak i na ziemi "Mateusza 24:3-12 Skąd możemy wiedzieć kiedy ta modlitwa się spełni i kiedy przyjdzie Królestwo Boże?Ciekawi tego byli pierwsi naśladowcy Jezusa Zapytali go "Co bedzie znakiem twojej obecności oraz zakończenia systemu rzecz?Jezus odpowiedział"Powstanie naród przeciwko narodowi będą niedobory żywnośći i trzesienia ziemi w jednym miejscu po drugim Wszystko jest to początkiem dręczącej boleśći" Następnie ostrzegł "Z powodu wzrostu bezprawia miłość większości oziębnie  Mateusza 24 3-12 Inne prproctwo biblijne zapowiada  że " w dniach ostatnich nastaną czasy krytyczne trudne do zniesienia Albowiem ludzie będą rozmiłowani w samych sobie rozmiłowani w pieniądzach zarozumiali wyniosli blużniercy nierosłuszni rodzicom niewdzieczni nie lojalni wyrzuci z naturalnego uczucia nie skłonni do jakielkolwiek ugody oszczercy nie panujący nad sobą zajadli nie miłujący dobroci zdrajcy nie przejednani nadęci pycha miłujący bardziej rozkosze niż Boga zachowujący forme zbożnego oddania ale sprzeciwiający się jago mocy 2 Tymoteusza 3:1-5 Zapewnie przyznacie że ten opis "Dni ostatnich doskonale pasuje do czasów w których żyjemy Niezliczone dowody wskazują na to nadeszła pora na urzeczywistnienie się następującej zapowiedzi biblijnej "Bóg nieba ustanowi królestwo które nigdy nie zostanie obrócone w niewcz I to królestwo nie przejdzie na zaden inny lud Zmiażdży ono wszystkie owe królestwa i położy im kres lecz samo będzie trwać po czas niezmierzony Daniela 2:44  Jezus sprawując władze w tym Królestwie usunie wszystko co mogłoby zaklócić pokój tych którzy przezyja koniec obecnego śwata -Izajesza 9:6 Biblia proroczo obiecuje " Swiat przemija i tak jest z jego pragnieniemale kto wykonuje wole Boża ten pozostanie ma wieki -Jana 2:17  Gdy obecny Swiat przeminie  osoby wykonujące wolę Boża będą mogli cieszyć się warunkami jakie rodzina ludzka utraciła z chwilą buntu naszych prarodziców Adama i Ewy W Bożym nowym systemie rzeczy ludzie będą mogli się cieszyć takim zyciem jakie Bóg zapewnił Adamowi i Ewie w ziemskim raju Polecił im wydawać na świet dziecio raz napełniać ziemie i ja opanować Mieli rozszerżać ziemski ogród Eden na cały głob -Rodzaju 1:28 Podobnie dziś ziemia zostanie napełniona osobami które przezyją koniec obecnego Swiata ich dziećmi a także wskrzeszonymi z martwych Będą oni uczestniczyć w przeksztzłcaniu ziemi w raj -zgodnie z pierwotnym zamierzeniem Bożym Zastanówcie się nad niektórymi dobrodziejstwami jakich według Bibli zaznają ludzie w tym nowym sprawiedliowym świecie Dom i praca dla każdego-Pobuduja domy i będą w nich mieszkać Izajasza 65:21-22 Obfitość żywnośći dla wszystkich-Ziemia napewno wyda swój plon Mnóstwo zboża będzie na ziemi" Psalm67:6 72:16 Powszechny pokój nawet wśród zwierząd "Wilk będzie trochę z barankiem a lampart będzie leżał z kożlęciem i będzie je prowadził mały chłopiec"Izajasza11:6 Kres wszystkich wojen pokój bez końca "Naród nie podniesie miecza przeciwko narodowiani się już nie będą uczyć wojowania Obfitość tej wiedzy książęcej i pokojowi nie będzie końca  Izajasza 2:4 9:7 Zmarli powrócądo życia "Nadchodzi godzina  w której wszyscy w grobowcach pamieci usłyszą jego głos i wyjdą -"jana5:28.29 Nigdy więcej chorób ani śmierci " Zaden mieszkaniec nie powie jestem chory Smierci już nie będzie To co poprzednie przemineło -Izajasza 33:24  Objawienie 21:3.4  Ukazana wizja przyszłośći może się komuś wydawać zbyt piękna by bylła prawdziwa ale niebawem napewno stanie sie rzeczywistością Jezus w modlitwie do Boga wskazał jaki warunek muszą spełniać ludzie pragnący dostąpić tych błogosławieńst " To znaczy znaczy zycie wieczne poznawanie ciebie jedynego prawdziwego Boga oraz tego któregoś posłał Jezusa chrystusa Jana 17:3 Obyś znalazł się wsród tych którzy pokornie nabywają tw zyciodajnej wiedzy

Michał

16 listopad 2006, 14:53:45 #9 Ostatnia edycja: 16 listopad 2006, 15:09:25 by Michał
Droga Bożeno, możesz tutaj cytować całą biblię, powstaje tylko pytanie po co? Sprawa wiary powinna być rzeczą osobistą każdego człowieka a nie jak to jest w polskim zwyczaju - krzyż powinien wisieć nawet w windzie. Także nie widzę sensu w Twoim ostatnim poście. Jeśli wierzysz -OK ale są inne fora gdzie możesz roztrząsać interesujące Cię fragmenty z tej książki.

A wracając do tematu to rozwiązania nie ma ponieważ nie istnieje takowy sens. Można rozważać to na różne sposoby: filozoficzny czy teologiczny jednak istota zasadza się w tym jak to cierpienie zaakceptować i próbować żyć normalnie jak długo się da. Niektórym się to udaje inni do końca nie mogą się pogodzić.


Pawel

Moim zdaniem kazdy ma prawo wypowiedzi na podstawie jakiejkolwiek, jak to nazwales "ksiazki" tylko zechce. Prosilbym Cie o troche wyrozumialosci dla osob myslacych inaczej niz Ty i szukajacych sensu w wierze.


Dziekuje za Twoja prace Bozeno.
Dołącz do nas! Wstąp do stowarzyszenia!
Przeczytaj poradnik dla chorych na SLA\MND
Nie wiesz do kogo zwrócić się o pomoc w zorganizowaniu darmowej wentylacji w domu?
Finansujemy wizytę szkoleniową pielęgniarki w domu!
Chcesz wiedzieć więcej, napisz: mnd-sla@wp.pl

Michał

Cytat: Pawel w 16 listopad 2006, 15:08:13
Moim zdaniem kazdy ma prawo wypowiedzi na podstawie jakiejkolwiek, jak to nazwales "ksiazki" tylko zechce. Prosilbym Cie o troche wyrozumialosci dla osob myslacych inaczej niz Ty i szukajacych sensu w wierze.

Pawle,
źle mnie zrozumiałeś. Nie odbieram nikomu głosu, chodziło mi tylko by mówić na temat. Podtrzymuje swoje zdanie.

iwona

Kazdy ma prawo pisac o czym chce i gdzie chce, a my mozemy to przeczytac lub pominac. Nikt nikogo nie zmusza ,zeby czytal wszystko co jest na forum pisane. Chyba to nie jest zadna filozofia kliknac przycisk i przejsc dalej, a nie roztrzasac czy Bozena ma prawo to pisac na tym forum czy nie.Kto bedzie chcial to sobie to przeczyta ,a kto nie to to zignoruje.

bożena

Nie moim celem jest narzucenie komuś swojej woli Ale dziwne jest to dla mnie kiedy ktoś pisze że widocznie Bóg tak chciał Od Boga nie może pochodzić żadne zło Biblia nie pozostawia co do tego cienia wątpliwości Obwinianie Boga za nasze cierpienia to  oszczerstwo Proszę zwróćmy uwagę na słowa zapisane w księdze Hioba 34:10"Dalekie niech będzie od prawdziwego Boga  aby miał postępować niegodziwie Podobną myśl znajdujemy w liście Jakuba 1:13 "Niech nikt kto jest doświadczany nie mówi :Przez Boga jestem doświadczany Bog bowiem nie może być doświadczany przez coś złego ani  sam nikogo nie doświadcza" Jesli spodka nas coś złego bądżmy pewn iż nie pochodzi to od Boga

Bożenka_

Witam
"...ktoś zakpił z mojego życia..." Najpierw odebrał mi ręce - moje ręce, uzdolnione manualnie i plastycznie. Teraz pomału odbiera mi nogi. Łatwo jest pisać o ludzkim cierpieniu poetom, filozofom, osobom duchownym. Trudno jest pisać o swoim własnym cierpieniu. Pracowałam z dziećmi niepełnosprawnymi ruchowo i umysłowo. Praca ta nauczyła mnie człowieczeństwa, widzenia i rozumienia cierpienia.
Ludziom, którzy potrafią okazać swoje cierpienie łatwiej się choruje. Nie cierpią sami, cierpi cała rodzina, otoczenie. Jest łatwiej - szybciej się choruje i szybciej się... odchodzi...
Choroba NIE NAUCZYŁA mnie pokory - byłam pokorna przez całe życie. NIE NAUCZYŁA mnie innego patrzenia na świat, na życie - patrzę na nie tak samo. Choroba NAUCZYŁA mnie przekory, walki, pewności siebie, uporu, zawziętości, jak brać nie tylko dawać. Dzięki temu moje ręce są dalej uzdolnione, chociaż "sprawne inaczej". Jeżeli będę myślała nad tym jak cierpię nie będę miała siły na walkę. Zaakceptowałam swoją chorobę ale nigdy się z nią nie pogodzę. Choroba przypomniała mi, że kiedyś miałam swoje małe realne marzenia, będę robić wszystko aby chociaż jedno z nich się spełniło.
Pozdrawiam
Bożenka_

Bożenka_

Witam.
Kochani...przecztajcie wiersz ojca Jacka Tonkowicza "Na przekór"
na przekór wszystkiemu
na przerór smutkowi
na przekór wichrom życia
na przekór sobie
wystarcz podnieść głowę
wyciągnąć dłonie
zamknąc w ramionach
kawałek czasu
kawałek radości
kawałek serca
na przekór sobie
ogarnąć z oczu włosy
ugiąć kąciki ust
ogrzaać kogoś ciepłem
swojego jestestwa
na przekór wszystkiemu

malajoanka


Pawel

Nie chciałem nikogo urazić zamieszczając wypowiedzi o sensie cierpienia na naszej stronie. Moją intencją była próba zawiązania dyskusji ogólnie o cierpieniu, w której mogliby zabrać głos przede wszystkim chorzy, ale także ich opiekunowie oraz osoby luźno związane z SLA. Żeby dyskusja była możliwie neutralna światopoglądowo zamieściłem 4 krótkie prace będące próbą odpowiedzi na pytanie ?jaki jest sens cierpienia w kontekście SLA?. Jako, że jak to określił Poniek ?religia doskonale czuje się w tych klimatach? zmieściłem 2 wypowiedzi osób związanych z kościołem katolickim. Pozostałe 2 prace zostały napisane przez filozofów, którzy delikatnie mówiąc mają negatywny stosunek do wszelkich religii. Żadna z tych osób nie jest bezpośrednio bądź pośrednio związana z SLA. Wszystko co powyżej napisałem ma na celu wytłumaczenie Wam staranności w doborze kryterium zainicjowania takiej dyskusji. Dlatego nie rozumiem zarzutów Michała i Pońka o tzw. religijny bełkot, bo o ile może on dotyczyć 2 prac księdza i Bogumiły Szewczyk o tyle jest całkowicie bezzasadny w doniesieniu do pozostałych 2 prac.

Rozumiem, że jest to bardzo drażliwa kwestia i do tego dotykająca najgłębszych myśli człowieka. We mnie samym burzy się krew gdy jakiś domorosły mędrzec próbuje mi wmówić, że cierpienie jest dobre. Jednak nie oznacza to, że nie zastanawiam się nad tym czy jednak jakiś sens tego oczywistego zła istnieje. Chciałem, żeby te prace były pretekstem do tego, żeby przez chwilę się nad tym zastanowić i spojrzeć na swój stan z zupełnie innej perspektywy.

Chociaż minęły n9iedawno 3 lata od ostatecznej diagnozy to dopiero uczę się jak żyć w tej nowej i jakby wyjętej z horroru 3 kategorii sytuacji.

Mam 20 lat. Mam na imię Paweł. Mieszkam w domu z ogrodem. Mam psa. Mam również wspaniałych przyjaciół, świetlaną przyszłość, moje niezachwiane poglądy no i oczywiście szerokie zainteresowania jakie to modelowy młodzieniec mieć musi.

I zachorowałem?

Ten drobny szczegół ponad 3 lata (teraz mam 23 ) temu zniszczył wszystko poza ma się rozumieć psem i domem z ogrodem. Przekreślona została moja przyszłość, której plany pieczołowicie tworzyłem i pielęgnowałem w mojej głowie. W pierwszych kilku miesiącach choroby moi znajomi i przyjaciele zaczęli się wykruszać, a Ci co zostali podchodzili do mnie jak do jeża. Moje całe życie począwszy od prostych, wręcz trywialnych codziennych czynności a skończywszy na moim obrazie świata uległo całkowitej zmianie. Czy ta choroba, która wyrządziła tyle zła i w brutalny sposób wdarła się z brudnymi butami w moje życie mogłaby być dobra!? Oczywiście, że nie? To tylko ja mogę próbować zmienić ją na dobrą.

To tylko my sami chorzy możemy zadecydować o tym czy ta choroba nas wykończy w każdym aspekcie i ostatecznie wygra nad nami. I nie chodzi mi tutaj o to co jest absolutnie poza naszą kontrolą, czyli walkę o nasze życie, bo trzeba twardo zaznaczyć, że niezależnie od tego jak będę mocno się starał to i tak przegram. To czy będę walczył o swoje zdrowie nie ma już znaczenia, bo wyrok zapadł i nic już tego nie zmieni. Nie zapobiegniemy temu złu, bo ono już jak gdyby się dokonało. Ale czy to oznacza, że mamy pozwolić, aby SLA zabiła także inne aspekty naszego życia? To czy tak się stanie czy nie zależy tylko i wyłącznie od nas. Ale czy możemy tylko bronić się przed negatywnymi skutkami choroby? Uważam, że nie. Wręcz przeciwnie powinniśmy starać się budować i tworzyć coś dobrego w tej nowej sytuacji, w której znaleźliśmy się prze chorobę.

Dzięki chorobie poznałem i zbliżyłem się do Asi. Znaliśmy się ze studiów, jednak dopiero gdy zaczęło być coś ze mną nie tak pisaliśmy do siebie długie i osobiste listy. Nie sądzę, żebym był w stanie zdobyć się na taką szczerość w innych okolicznościach. To właśnie ?dzięki? SLA, przypadkowi i mojej umiejętności (wtedy nieuświadomionej) wykorzystywania choroby do tego, żeby zmieniać siebie i otoczenie. To nie jest jedyny taki przypadek. Chociaż w początkowym etapie reakcja ludzi z mojego otoczenia była nie nastrajająca pozytywnie, to jednak teraz wiem, że wynikało to z czasu jaki także oni potrzebowali by przystosować się do nowej sytuacji. ?Dzięki? SLA poznałem, które osoby są moimi prawdziwymi przyjaciółmi, którzy znajomi są warci tego, żeby się nimi interesować i nie opuścili mnie. Także ?dzięki? chorobie pogłębiły się relacje z moimi przyjaciółmi, a z tymi, z którymi miałem jedynie powierzchowny kontakt nagle okazało się, że są pokrewnymi dla mnie duszami. To znowu ?dzięki? chorobie zmieniły się na lepsze moje relacje z rodziną. Padały słowa, które sądzę, że w innym przypadku nie pojawiłyby się. ?Dzięki? SLA została uruchomiona lawina troski i dobra nie tylko ze strony rodziny i przyjaciół, ale także dalszych znajomych i nawet zupełnie mi obcych ludzi. Gdybym, nie zachorował nie byłoby tego dobra, które okazali mi ludzie. Można się zapytać czy gdybym był zdrowy taka sama ilość dobra pojawiłaby się na tym świecie? Czy byłbym szczęśliwszy? Jak wyglądałyby relacje z przyjaciółmi rodziną? Czy poznałbym Asie, a jeśli tak to czy nasz związek byłby tak głęboki jak obecnie? Nie podejmę się próby odpowiedzi na te pytania, ponieważ byłaby to jedynie bezpłodna dywagacja na tematy, o których z oczywistych względów nie mogę mieć pojęcia. A już na pewno jestem daleki od tego, żeby arbitralnie orzekać, czy ogólnie ludzkie cierpienie ma sens czy nie, bo musiałbym dysponować swoistą wagą potrafiącą zmierzyć ile zła a ile dobra dokonało się przez cierpienie i którego było więcej. Ale wiem na pewno, że cierpienie może być czynnikiem generującym w człowieku to co najlepsze. Nie koniecznie musi być to dobro z najwyższej półki; gdy jadę na wózku ulicą część ludzi, którzy mnie widzą chociaż na sekundę zastanowią się nad swoim życiem; gdy zdaję egzamin na uczelni z jakiegoś przedmiotu ludzie doceniając moją siłę walki i pracę nie tylko są mi życzliwi, ale także choć na chwilę pomyślą o sobie z innej perspektywy, zatrzymają się na moment w tym ich wirze codziennych zajęć i pomyślą? Uważam, że chociaż dla tego warto.
Dołącz do nas! Wstąp do stowarzyszenia!
Przeczytaj poradnik dla chorych na SLA\MND
Nie wiesz do kogo zwrócić się o pomoc w zorganizowaniu darmowej wentylacji w domu?
Finansujemy wizytę szkoleniową pielęgniarki w domu!
Chcesz wiedzieć więcej, napisz: mnd-sla@wp.pl

teresa

Witam Cię Pawle.
Miało być miło a zrobiła się lekka pyskówka. Nie rób sobie wyrzutów z tego powodu bo Ty nikogo nie uraziłeś. Jesteś jeszcze bardzo młodym człowiekiem i może nie wiesz, że dwa najbardziej drażliwe tematy do dyskusji to wiara i polityka. Ja już trochę żyje na tym świecie i nauczona własnym doświadczeniem staram się unikać zażartych dyskusji na temat powyższych kwestii. Ilu ludzi tyle światopoglądów. Uważam, że dobrze zrobiłeś zamieszczając te 4 prace bo napewno każdy wyciągnie z tego swoje wnioski.
Zgadzam się również z Tobą, że od nas zależy jak będzie wyglądało nasze życie z chorobą. Ja też doświadczyłam rozstania z przyjaciółmi, którzy powoli się odsuwali, ale dostałam również dużą pomoc psychiczną, fizyczną a nawet wsparcie finansowe na leki od ludzi,których kiedyś postrzegałam jako wrogo nastawionych do mnie. Kiedy udało mi się przezwyciężyć wstyd i upokorzenie z powodu mojej inności /myślę,że każdy z nas to przeżył/ postanowiłam otworzyć się przed ludźmi bo wielu nie wiedziało czy pytając o samopoczucie nie urażą mnie. Nadal starm się być kobietą zadbaną bez względu na to czy jestem w domu czy gdzieś się wybieram. Kiedy jestem na oddziale rehabilitacji neurologicznej szybko zawieram znajomości bo przyciągam ludzi swoim optymizmem i poczuciem humoru. Rozmawiam z każdym, opowiadam dowcipy pomimo dużych zaburzeń mowy, a kiedy się zmęczę poprostu im mówie: "teraz wasza kolej, mój język musi odpocząć" ;)
To wszystko nie jest wyrazem mojego lekceważenia choroby, ja też się często buntuję, kiedyś miałam pretensje do Boga dlaczego ja, a teraz proszę go tylko, żebym nie leżała. Nie umiem powiedzieć jak będę reagować kiedy nastąpi totalne pogorszenie, ale na dzień dzisiejszy żyję w miarę normalnie, często nie pamiętam, że jestem chora. Cieszą mnie bardzo drobne rzeczy np. kocham cię babciu w słuchawce telefonu,  zakup butów przez moją córkę, komplement od listonosza, że ciągle świetnie wyglądam pomimo tak ciężkiej choroby. la takich chwil warto żyć.

Michał

Witam wszystkich serdecznie i oznajmiam,że nie było moją intencją obrażanie nikogo z szacownego grona naszego forum jak i ludzi nie związanych z nim. Chciałem tylko oddzielić pewne kwestie, które winny być oddzielone. Jako osoba nie związana z żadną religią czuję się w zdecydowanej mniejszości i stąd może mój sprzeciw przed ciągłym emanowaniem wiarą. W naszej mentalności (czyt. polskiej) niestety pokutuje religijność na pokaz a zawsze wydawało mi się, iż powinna być to rzecz osobista dla każdego. Zatem proszę nie miejcie mi za złe mojej wcześniejszej wypowiedzi. Szanuję każdego bez względu na przekonania. Miarą zaś jest dla mnie jak człowiek postępuje w życiu. Jedni powiedzą, że żyje jak prawdziwy chrześcijanin, drudzy, że zgodnie z przykazaniami a ja powiem, że to normalne zachowanie. Czyż na codzień nie spotykamy się z uprzejmością innych (niestety coraz rzadziej)? Cieszymy się tym coraz bardziej a przecież winno być to normą. Niestety czasy i rozwój cywilizacyjny podąża ścieżką, która nie nastraja zbyt optymistycznie w tych obszarach. Wasze ostatnie posty na trochę ociepliły moje serce ale błyskawiczny postęp choroby ojca jest dla mnie poprostu bardzo bolesny, przygniatający. Nie wiem jak przejdę tę próbę mogę wam jednak obiecać,że możecie na mnie liczyć jak mogą liczyć na mnie ojciec i moi bliscy.

Do góry